Translate

3 grudnia 2015

Rozdział 12 Cisza przed burzą

Ostatnio jestem cały czas zajęta w weekendy :(, ale jak obiecałam rozdział jest wcześniej XD.
Rozdział 12 Cisza przed burzą
Po powrocie Megan, Ana wyszła z sali, po wyjaśnieniu całej sytuacji profesorce, co wyprowadziło ją w nieprzyjemny nastrój, bo udało się obejść bez zawieszenia blondyny  w prawach ucznia.
-Ana chce cię przeprosić  za tą sytuację.- Podeszła powoli i mówiła spokojnym tonem, aby jej nie rozzłości.
-A idź do diabła.-Prychnęła i poszła w swoją stronę, a ona za nią z miną podkulonego pieska, który przeprasza za swoje złe czyny. 
-No proszę, przyjmij przeprosiny.
-Niby dlaczego?
-Bo jesteśmy rodziną.
-Po pierwsze w ogóle cię nie znam! Po drugie co cię obchodzi moje nauczanie i po trzecie zajmij się sobą!- Krzyknęła i zostawiła ją samą, wybiegła i skręciła w prawy korytarz i wpadła na jakiegoś ucznia.
-Oj, przepraszam, powinienem iści w pewnej odległości i no ten.- Nieśmiały chłopak poprawił swoje okulary na nosie i powoli zaczął zbierać papiery, które przed chwilą upuścił.
- To ja przepraszam, wkurzyła mnie maja przyszywana kuzynka.- Trochę niepotrzebnie podniosła głos, ale schyliła się i pomogła mu pozbierać notatki.- Jestem Ana Matsuo, a ty?
-Jesteś tą łobuziarą z pierwszej D?- Spojrzał na nią trochę z pogardą w głosie.
- No można tak powiedzieć.
-Dużo o tobie słyszałem. Jestem Alex Miyaga, jestem skarbnikiem szkolnym i chodzę do klasy razem z Dominiką.
 -A te papiery to pewnie jakieś ważne papiery.
-Dokładnie.- Uśmiechnął się ciepło.
-W której tak właściwie jesteś klasie.
-W drugiej A.
-A i tak nie kojarzę, przez ten wyjazd integracyjny, zapomniałam że zaczęła się szkoła.
-I tak tegoroczne klasy pierwsze mają fajniej, my w tamtym roku mieliśmy zajęcia integracyjne w szkole i wyszła z tego niezła lipa, no ale nieważne.
            Alex ma rudą czuprynę i szare oczy, chodzi w mundurku szkolnym , składającym się z czerwonego krawatu w kratkę, białą koszule pod kremowym swetrem bez rękawów i do tego czarne spodnie. Okularnik jest mniej więcej wzrostu Any, choć jest niższy i ma piegi na policzkach. 
-Jeszcze raz przepraszam.
-Nic się nie stało, choć muszę przyznać, nie wyglądasz na osobę o której tyle złego słyszałem.
-To miał być komplement, tak?- Spojrzała w jego stronę, a on tylko się uśmiechnął i ruszył w swoją stronę, za to pokręcona ruszyła w stronę szatni.
-Czego chcesz!?- Warknęła gdy zauważyła Megan.
- Patrze i się zastanawiam.
-Nad czym?- Spojrzała na nią z podełba.
-Nieważne, idziemy do domu?- Jej spojrzenie mogło zabić nawet trupa.
- Idź przodem, a ja cię dogonię.
-Poczekam.- (Zachowuje się dość dziwacznie, co strasznie mnie irytuje.)
- Czy wszystko w porządku?
-Tak, a czemu pytasz?
Nie, nic, tylko no nie wiem jak to ująć w słowa, jesteś sztywna.
-Ja i bycie sztywną, ha dobry żart.- Zaczęła cicho śmiać.
-No i to jaki.-Burknęła Ana sobie pod nosem.
-Co mówiłaś?
-Nic, nic chodźmy.
            Gdy wyszył ze szkoły po pierwszym prawdziwym dniu w liceum, niebo zaszło ciemnymi chmurami i zaczął padać deszcz. Zmoczyło je aż do suchej nitki, mimo iż biegły ile sił w nogach, to z trampek Any została tylko podeszwa i trochę materiału, a Megan zaczęła narzekać na zamoczone włosy które zaczęły jej falować.
- O Jezu.
-Gdzie ty szukasz Jezusa, w tej ulewie?
-Przymknij się to twoja wina że musiałam cię szukać.
-Tak jasne, tam masz budę dla psa, na pewno wystarczy dla ciebie.
- Przestani się drażnić i otwieraj te drzwi.
-Już ,już wchodź.
- Skoro już jesteśmy już całe mokre, to idźmy się wykąpać.
-Z tobą, w życiu!
- Ana przestani jestem twoją kuzynką!
-Co z tego łazienka to teren przestrzeni osobistej, przynajmniej dla mnie.
-Ale znalazła się świętoszka.
-Nie jestem postacią tragiczną. No, ale niech ci będzie, lecz w strojach kąpielowych.
-No, dobra.- Megan cały czas dobija fakt że Ana jest totalną damą.
            Dziewczyny nalały po uszy wody do dużej wanny i zaczęły się pluskać , chlapać na siebie  oraz popijały dość drogie wino, które dał Megan ojciec Any. Śmiały się przy tym z nauczycielki od religii, która chyba coś bierze, skoro skacze jakby była na haju , a to zaczęło je pochłaniać doszczętnie, a mówiąc w skrócie nie skończyło się tylko na butelce wina.