Translate

25 grudnia 2015

Rozdział 15 Szaro-włosa

Rozdział 15 Szaro-włosa
            Jazda metrem zajęła jakieś pół godziny, przejechali z jednego końca Chesu na drugi i właśnie stali przed ogromnym, zniszczony, dwupiętrowym zamkiem. Wyglądał jakby został wyjęty z bajek dla dzieci, tylko zamiast piękna przedstawiał brzydotę.
-Czy twój chłopak nie mógł mieszkać w jakimś normalnym domu?
-Ja mam dziewczynę!- Marcel przytrzymał Wojtka, który chciał się rzucić na Ane za zniewagę, za to ona pokazała mu język.
-Nie wściekaj się na nią, przecież wiesz że ona się z tobą przedrzeźnia.
-Wiem, ale niech nie obraża mojej dziewczyn.
-Spokojnie, nie będę się śmiać,jeśli będzie miała brodę na twarzy.
-Wojtek!
-No dobra.- Wziął dwa głębokie wdechy i się opanował.-Więc, pierwszy raz zapraszam kogoś z poza mną, żeby się z nią spotkał, więc proszę cię Ana ogarnij się.
-Czy ja kiedyś byłam nieogarnięta?
-Ana? Czemu ty rżniesz głupa?
-Ja nie rżnę głupa, tylko nie wiem po co mnie do niej zabieracie?
-Chcesz wiedzieć co się naprawdę stało przed pięcioma laty?-Spytał delikatnie Marcel.
-Chce.
-To ona jest jedyną osobą która może ci w tym pomóc.
-Czyli chłopako-dziewczyna Wojtka może mi pomóc z amnezją, kim ona jest wiedźmą?
-Aha zobaczysz jak ją zobaczysz.- Wojtek miał już dość całej tej gadaniny, zapukał więc kołatką, przy głównym wejściu i drzwi przed nimi otworzyły się same, a Ana nawet nie zauważyła kiedy chwyciłą Marcela za rękę.
-Kogóż tu wiatr przywiał.- Mówił jakiś dziwny głos, z oddali.- Wejdźcie i rozgości się w salonie.- Weszli do głównego pokoju po spróchniałej podłodze, która uginała się pod ich ciężarem. Stanęli tuż przed dywanem i sofą na której mogli usiąść.- Nie siądziecie.
-Kwiatuszku ty mój wyjdź, ona ci nic nie zrobi,a wbrew przeciwnie potrzebuje twojej pomocy.
-Wojtek!- Głos jakby od razu się rozpromienił i postaci szybko zbiegła na dół,rzucając się mu na szyje.- Jak dawno cię nie widziałam.- Dziewczyna była naprawdę piękna, miał bardzo jasną karnacje i szare włosy, a ubrana byłą w biały luźny struj, przez co wyglądała jak duch jakiejś dostojnej damy.
-Też miło mi cię widzieć Luno.- Wyglądali naprawdę jak prawdziwa para, a Anie aż zrobiło się głupio, że uważała tą drobną osóbkę za mężczyznę.
-Uhum!- Chrząknął Marcel.
-Nie sądziłam że przyjdziesz z panem, a tym bardziej z tym czymś.
-Ja jestem tym czymś?
-Ana nie denerwuj się ona nie lubi nikogo oprócz Wojtka.- Szepnął jej Marcel na ucho, żeby Luna nie usłyszała.
-Wiem w jakiej jesteście sprawie, ale nie pomogę naszemu wrogowi.
-Luno.- Spojrzał się na nią błagalnie Wojtek, że Ana zaczęła się zastanawiać czy kiedyś nie widział już tego błagalnego spojrzenia.- Jeśli jej nie pomożesz skończy się to dla nas źle.
-Wiem że tylko dzięki niej darowaliście mi życie, ale jeśli powrócą jej wspomnienia.- Wojtek zakrył jej usta jednym palcem i wyszli oboje do jakiegoś korytarza i zniknęli za rogiem.
-Znowu jesteśmy sami.
-Ha, nie bądź taka pewna, te ściany mają uszy.
-Ta, kim jest ta dziewczyna?
-Jest ostatnim wampirem z jednego ze starodawnych rodu i jest wstanie czytać w myślach, oraz inne podobne bajery.
-Wiesz, nie mam bladego pojęcia o czym ty bredzisz.
-Wiem o tym, dlatego potrzebujesz jej pomocy.- Chciał się do nie przytulić, lecz ona sama się odsunęła.
-Mogę mieć pytanie?
-Jasne.- Popatrzył na nią trochę dziwnym wzrokiem.
-Skoro jesteś wampirem, jakąś szumowiną czy coś, to czemu się mną interesujesz?- Marcel nie spodziewał się usłyszeć od niej takich słów, ale ona zawsze była jedyną osobą, która byłą w stanie go zaskoczyć.- A zresztą po co ja się ciebie o to pytam, pewnie mam po prostu smaczną krew czy coś?- On już sam się pogubił.
-Musze mieć jakiś powód by nie zostać odrzucony?-Uciekał przed nią wzrokiem, bo nie lubił takich sytuacji, a może wbrew przeciwnie.- Nie ważne!
-Jej wy naprawdę, jupijej!- Luna niespodziewanie wbiegła do pokoju i rzuciła się im na szyje.- Nie sądziłam, że bez wspomnień też się w nim zakochasz my lady!
-Luna bo zaraz ich udusisz!
-Wiem, wiem, przepraszam, ale nie mogłam w to uwierzyć, a jednak!
-Ana mówiłem ci, że te ściany mają uszy.
-No wiem, ale nie sądziłam, że mówisz prawdę!
-Pomożesz jej?
-No jasne, chciałam tylko sprawdzić, czy to wszystko co słyszałam to prawda. Jednak najpierw podaj mi swoją dłoń, musze zobaczyć czy jestem w stanie coś zrobić.- Pierwszy raz zauważyła jej oczy wyglądały ja dwa czerwone rubiny, wyróżniające się na białym piasku.
            Chwyciła ją delikatnie za rękę i zapadła dłuższa cisza, gdy Luna badała jej myśli, Ana czuła jakby ktoś próbował jej rozbić głowę toporem, a i tak żadne wspomnienia nie chciały powrócić.
-Ciężki przypadek, ale dziwne jest to że ostatnio też miałaś wymazaną pamięć, a jednak twojej wspomnienia wróciły.
-Co to może znaczyć?- Spytał zmartwiony Marcel.
-Są dwie możliwości, albo przeprowadzili starodawny rytuał z notatek mojego rodu, albo wcześniejsza osobowości Any miała dość tamtego świata i nie chce, aby wspomnienia powróciły.
-Która z tych tez jest bardziej prawdopodobna?
-Według mnie pierwsza teza, o rytuale jest bardziej prawdopodobna ze względu na to, że druga nigdy nie została potwierdzona.
-Jak można odwrócić skutki rytuału?
-Marcelu przestani skoro to nie możliwe to niema co.- Spojrzał na Ane tymi swoimi tygrysimi oczami.- Już się nie odzywam.
-A więc?
-Z tego co mi wiadomo, musieli byście odnaleźć notatki mojego rodu.
-To jest nie możliwe przecież ojciec Any ma wszystkie notatki i informacje związane z światem wampirów.
-Mam pytanie?
-Jakie?
-Czy jeśli ja ocaliłam Lunę, to czy przypadkiem nie schowałam w jakimś specjalnym miejscu tego co znalazłam? – Na twarzach wszystkich pojawiło się zdziwienie i cień przebłysku.- No co, ja bym tak zrobiła na swoim miejscu.
-Wiem gdzie mogą się znajdować te notatki!- Marcel aż podskoczył ze szczęścia.
-Gdzie?
-Wojtek nie bądź taki, do przodu przecież to ich tajne miejsce, nie powiedzą ci gdzie to jest.
-W sumie racja.
-Boże jak mogłem być tak głupi, aby na to nie wpaść wcześniej.
-Przecież zawsze mówię ci że jesteś idiotą?-Ana jak zwykle nie ma wyczucia czasu.
-Ja ci dam idiotę!- Jak to zwykle znaczyli się ganiać po całym domu przedrzeźniając się nawzajem.
            Łup, podłoga zapadła się pod Aną i poleciała aż do piwnicy, tracąc przytomność po uderzeniu głową w beton.