Translate

12 grudnia 2015

Rozdział 13 Jaka burza, to huragan

Za tydzień niestety nie będzie rozdziału, ponieważ będę szykować się na święta, ale wstawiam dzisiaj jeden rozdział składający się z dwóch,więc nic nie stracicie.
Rozdział 13 Jak burza, to huragan
-Ej pijaczko wstawaj!!!
-Słucham?- Ana zupełnie rozkojarzona powoli otwiera swoje oczy i jej uwagę przykuwa osobo stojąca przed nią. Natychmiastowo podskakuje i uderza głową w ścianę.- Auć!- Masuje sobie głowę.- Pogięło cię, jak znalazłeś się w moim domu?
- Ha, dobre jeszcze nie wstałaś! W sumie nie dziwie się, jesteś na kacu.
-CO!!!- Ana rozgląda się dokładnie po pomieszczeniu w którym się znajduje i nagle coś ją olśniło.- Jakim cudem z mojego domu, znalazłam się u ciebie!
-Wyjaśnię ci to jak się ubierzesz, bo jesteś w samej koszuli, więc przez ciebie wyjdę na jakiegoś zboczeńca.- Wyszedł z pokoju, który Ana pamięta z czasu jego choroby, kiedy to on wciągnął ją do łóżka, a następnego dnia wyżywał się na niej z tego powodu. Pokręcona szybko ubrała się w ciuchy, które wcześniej przygotował jej Marcel, był to szary luźny dres, w który mogła się zmieścić dwa razy.
             Kiedy Ana już się przebrała,ruszyła do salonu, w którym najprawdopodobniej spotka ciołka i wyciągnie z niego informacje co ona tu robi.
-Widzę, że już się przebrałaś.
-Co ty tu robisz?
-Chyba chciałaś zapytać co ty tu robisz?
-Oj no wiesz o co mi chodzi.
-Nie, nie wiem, oświeć mnie.- Spojrzał na nią sarkastycznie.
-To, jak się tu znalazłam?- Marcel wziął łyk herbaty, którą przed chwilą zrobił.
-Może się przyłączysz, bo  herbata zaraz ostygnie.
-Nie zmieniaj tematu.- Usiadła obok niego na sofie i wzięła szklankę z herbatą.
-Wolisz całą prawdę, czy mam koloryzować.- To zdenerwowało Anę i Marcel otrzymał od niej kuksańca.
-Całą prawdę, jeśli jaśnie pan może!
-A może zachowam cię w niepewności.
-Pierwsza  rzecz gadaj dlaczego tu jestem, druga rzecz jak się tu znalazłam i trzecia czy Megan wie gdzie jestem!!!
-Nie gorączkuj się tak.
-Boże jaki z ciebie gówniarz!
-A jak z ciebie, y urocza dziewczynka.- Uśmiechnął się szyderczo.
-Gadaj!!!
-Już spokojnie, a więc, gdy Megan zapomniała wyciągnąć cie z wanny, co spowodowałoby prawdopodobnie że się przeziębisz.
-Do rzeczy!
-Zadzwoniłaś po mnie, gdy byłaś upita, a ja pojechałem do ciebie i wyciągnąłem cię z wody, oraz opatuliłem cię w ręcznik.
-A dlaczego w takim razie byłam w samej koszuli.- Anie powoli zaczynała się krew w żyłach gotować.
-Bo gdy chciałem abyś przebrała się w piżamę, już u mnie chwyciłaś za moją koszula i wlazłaś mi do łóżka.- Spojrzała na niego krzywym wzrokiem.
-No dobra przypuścimy że mówisz prawdę, ale przecież na Rinku nie mam twojego numeru. A nie mam.- Dopiero teraz przypomniała sobie że poprosiła Alkę o numer do Marcel i w tym momencie na jej twarzy wyskoczył rumieniec.
-Czyżby, ktoś się we mnie wcześniej podkochiwał?- Przysunoł swoją twarz do niej aby spojrzeć jej głębiej w oczy.
-Wcale,nie!- Szybko odwróciła wzrok i próbowała się na niego nie patrzeć.- Ja miałabym się zakochać w czymś takim jak ty! Niedoczekanie twoje!
-Wypij tą herbatę w końcu , bo muszę wstawić zmywarkę.- Łagodnie zmienił temat i ruszył w stronę kuch, zostawiając Ane samą. Powoli przywołała się do porządku, wypija herbatę i ruszyła do paszczy lwa, czyli do kuchni.
-Dzięki już wypiłam.
-To super.-Wziął od niej szklankę i wstawił do zmywarki, z naczyniami z całego tygodnia.
-Jak często używasz tej zmywarki?
-Rzadko, bo zwykle jadam na mieście.
-I gdzie tu zdrowe odżywianie?
-Nie powiedziałem że jadam w Fast-Food-ach.
-Uważaj bo ci uwiężę.
-Nikt ci nie każe tego robić.
-Dzwoniłeś już do Megan że jestem u ciebie?
-Ona wie zostawiłem jej wiadomości i ciebie w domu.
-To dobrze.- Westchnęła.-A tak krótko mówiąc,to czemu rzadko spotykasz rodziców?-Spojrzał za okno poszukując rozsądnej odpowiedzi.
-Ponieważ mają dużo pracy, a no i są w separacji, oraz dlatego że boją się spojrzeć sobie w oczy.
-Teraz już rozumiem dlaczego nie chcesz rozmawiać o rodzicach.
-Nie oto chodzi że nie chce.
-Tylko?
-Nieważne ale skoro już odpowiadamy na pytania bez odpowiedzi, to co robiłaś w podstawówce?- Ana oparła się o parapet, nie chciała odpowiadać.
-E jak wszyscy chodziłam do podstawówki.- Marcel wyczuł że kłamie, dlatego podszedł bliżej niej i przycisnął ją do ściany, cicho szepcząc.- Słyszę,kłamstwo w twojej wypowiedzi?- Nagle zaczęły jej płynąć łzy z oczu.
-Nie każ mi odpowiadać na to pytanie.- Przytulił ją delikatnie, i pocałował we włosy.
-Spokojnie to tylko ja, możesz mi powiedzieć o wszystkim.
-Ale jeśli ci o tym powiem.
-Przecież nic się nie stanie.
-No dobrze.- Z zapłakanymi oczami lekko się od niego odsunęła i spojrzała mu w oczy.- W wieku dwunastu lat,gdy podobno podróżowałam z ojcem, zostawił mnie przed budynkiem firmy konkurencyjnej. Musiał załatwić jakąś pilną sprawę i jakiś kierowca wypadł z trasy, a ja wylądowałam na jego masce i straciłam przytomności. Obudziłam się dopiero w szpitalu po pięciu dniach śpiączki, z amnezją.- Głos jej drżał i miała spuszczony wzrok, ale starała się nie płakać, w końcu wie o tym tylko od ojca, który w ogóle z nią nie rozmawia.- Myślę że właśnie w tym wypadku zginęła moja matka,o której ojciec w ogóle nie mówi.- Marcel przytulił ją z całych sił.
-Już dobrze, ważne że zrzuciłaś ten kamieni z serca.- Stali tak wtuleni przez dłuższą chwile.-Już ci lepiej?
-O wiele.
-W takim razie uśmiechnij się, bo najlepszym lekarstwem na smutek,jest radości.
-Naprawdę nie podtrawisz wyczuć momentu.
-I kto to mówi, osoba która nie chciała nikomu powiedzieć prawdy o swoim dzieciństwie.
-Ja ci pokaże!- Zaczęli się ganiać jak małe dzieci, rozładowując tą ciężą atmosferę.
-Dobra mam dość.
-Ha wiedziałam że wygram!
-Skoro wygrałaś to co chcesz w nagrodę? Bo ja ci pewnie nie wystarczam.
-Pycha ludzka prowadzi do piekła.
-Oj na dobra, więc co chcesz Aneciu?
-Chodzimy do kina.
-Pchy, już to widzę.
-Dobra to na strzelnice, to będę mogła do ciebie postrzelać.
-Raczej na paintball-a, ale jest nas za mało.
-Po prostu gdzieś wyjdźmy.
-Na pewno chcesz wychodzić w moim dresie?
-Nie zmieniaj tematu.
-Dobra chodźmy.
            Ana i Marcel wyruszyli do głównej części miasta, czyli do centrum handlowego Gekko, po którym przeglądali ubrania i Marcel kupił Anie jakieś damskie ciuchy, które okazały się idealnie do niej pasować. Jedną z kupionych rzeczy przez czarnowłosego była biała sukienka do kolan i balerinki w tym samym kolorze, które Ana narzuciła na siebie. 
-Dzięki za te zakupy, oddam ci w szkole co do grosza.
-Nie musisz i tak mimo że jestem facetem miło mi się z tobą robiło zakupy.
-Jasne, łżesz.
-Może odrobinę.- Śmiejąc się z wspólnie spędzonego czasu , Pokręcona wpadła na przechodnia.
-Przepraszam, nie zauważyłam pan.- Mężczyzna powoli się odwrócił i zdjął czarną bejsbolówkę z głowy.
-Źrebak? Co ty tutaj robisz!- Patrzyła się czy aby na pewno to on.- Mężczyzna odwrócił wzrok i krzyknął na cały głos.
-Mam ich MM!!!- Zleciała się duża grupa ludzi, w zaskakującym tempie.
-Co tu się dzieje.- Ana rozglądała się dookoła.
-Spokojnie.- Szepnął jej Marcel i chwycił ją za dłoń. Natomiast wokół nich stała zgraja ludzi ubranych na czarno.- Czego chcecie?
-Niedopuszczalne,aby ktoś twojego pokroju zrozumiał ludzi z trzonu, albo żeby się z nimi zadawał.-Znajomy ale inny głos i osoba wyłaniająca się z tłumu.
-Kim jesteś?
-Już nie pamiętasz naszej rozmowy, po kłótni z profesorką.- Z tłumu wyłoniła się blond dziewczyna, ubrana w czarny obcisły strój, który uwydatniał jej figurę z narzuconą peleryną i w butach na obcasie.
-Megan, co ty tu robisz?- Ana zrobiła szeroki oczy, że w ogóle ją widzi,przecież Marcel jej napisał że jest u niego, a oprócz tego ten dziwny strój i zachowanie.
-Jak śmiałeś, porwałeś naszą przyszłą rodzinę rodu.
-Marcel co tu się dzieje?- Ana zaczęła ściskać mocno jego dłoń.
-Spokojnie Aneciu to jest zwykłe nie porozumienie prawda Megan Matsuo?
-Skąd wież kim jestem ty nędzne ścierwo!
-Nie gorączkuj się,przecież to ty robisz z siebie tą złą, a oprócz tego kto mógłby uwierzyć że masz na nazwisko Toru, Młodsza siostro Any.
-Brawo za spostrzegawczości pluskwo! Brać go!- Ludzie którzy ich otaczali ruszyli w ich kierunku.
-Przestańcie wszyscy, co to ma wszystko znaczyć!!!- Krzyk Any sprawił że ściany zaczęły się trząść, a ludzie którzy ruszyli w ich kierunku odsunęli się na kilka kroków.
-Czy nie wydałam wam rozkazu!
-Oni nie będą cie słuchać, bo to nie ty jesteś królem tej drużyny.- Uśmiechnął się Marcel.
-Ty nędzny, splugawiony wampirze, odsuń się od Any!!!- Megan ruszyła na Marcela, z chęcią zabicia go, lecz drogę zagrodził jej jakiś człowiek, który wyłonił się z czarnej mgły.
-Czyż nie mówiłem ci że to za wcześnie na takie głupie posunięcie! Nie po to przeprowadziliśmy ten rytuał, pięć lat temu!- Postać zagarnęła swoim ogromnym płaszczem Megan i ludzi,którzy otaczali Ane i Marcela.
            Szkarłatnooka upadłą na kolana, coraz mocniej z ciskając dłoń Marcel. Cała drżała ze strachu i lęku, który ją otępił gdy widziała całe to zdarzenie. Kagahai natomiast przykucnął przy niej i starał się ją uspokoić swoją obecnością.