Translate

23 grudnia 2015

Rozdział 14 Luka w pamięci

Trochę przed czasem, ale Wesołych Świąt dla wszystkich moich czytelników! XD
Rozdział 14 Luka w pamięci 
            Ostre słońce, które wpada przez ogromne okno, budzi Ane z głębokiego snu. Powoli ziewa i się przeciąga, jak to zwykle w weekendowy poranek, otwiera oczy i pierwsze co rzuca jej się w oczy to data w Rinku.
-CO! Dzisiaj jest niedziela!
-Ana zamknij się!
-Megan ty naprawdę ciągle ze mną mieszkasz.
-Ojej, przespałaś cały dzień na kacu i jeszcze mnie budzisz. 
-Poczekaj, ale  przecież pamiętam że coś robiłam w sobotę, był tam Marcel, ty i jakaś zgraja ludzi.
-Wiesz masz strasznie bujną wyobraźnie.
            Ana wstała i ruszyła przeszukać mieszkanie i znaleźć coś przypominającego białą sukienkę, którą pamiętała z tego całego zmyślenia. Szukała i szukała i nic nie znalazła.
-Coś jest tutaj nie tak.- Myśli latały jej po głowie szukając logicznego wyjaśnienia tej historii, którą pamiętała z urywkami.- Boże!!!
-Co ty się tak drzesz, obudzisz wszystkich sąsiadów!
-Oj przymknij się! Wychodzę!
-Piżamowej drogi!
-Co?
-Nic, miłej drogi.
            Ruszyła biegiem do domu ciołka, stanęła i zaczęła wydzwaniać w domofon, lecz nikt nie chciał jej otworzyć. Szybko przeskoczyła przez płot lądując w kwiatach i ruszyła w stronę drzwi wejściowych.
-Marcel otwieraj!- Nie otrzymała żadnej odpowiedzi.- Marcel! Do jasnej cholery, otwórz!- W furii kopnęła w drzwi i zrobiła w nich duże wgniecenie.
-Matsuo, czego chcesz od człowieka, w niedzielny poranek?
-Otwórz, chce pogadać.- Uspokoiła się trochę po usłyszenia jego głosu.
-Już idę.- Otworzył jej drzwi, a ona wpadła na niego tuląc się do niego mocno.- Co się stał?- Spytał delikatnie przeczesując jej włosy.- I dlaczego jesteś w piżamie?
-Co się działa wczoraj?- Spytała ze strachem w oczach.
-Wejdź i zacznij od początku.- Wprowadził ją do salonu i usiadł koło niej trzymając jej rękę.- To o co chodzi?
-No, bo...- Zaczęły jej lecieć łzy.- Wczoraj...
-Spokojnie.
-Wczoraj byłam z tobą przez cały dzień, ale prawie nic nie pamiętam.- Spojrzał na nią dziwnym wzrokiem, bo jak mogła zapomnieć co działo się wczoraj, oraz kto za tym stoi.
-To prawda, a co pamiętasz?
-Pamiętam centrum handlowego Gekko, białą suknie, tłum ludzi w czerni i Megan.
-A coś jeszcze.
-To że obudziłam się u ciebie i nic więcej.- Przytulił ją jeszcze mocniej.
-Znowu ci to zrobili.- Szepnął.
-Co powiedziałeś.
-Chcesz zostać u mnie?
-Nie wykluczone!- Spojrzała na niego z przestrachem, przecież on wie że ona go nienawidzi, a przynajmniej oficjalnie.- Chce wiedzieć czy to jest prawda!?
-Poczekaj tu chwile.- Marcel wyszedł na chwile, zostawiając Ane samą w salonie.
-Czy on na pewno mi wierz. Nie no przecież go nienawidzę, więc po co tu przyszłam?- Zastanawiała się na głos.
-A chcesz poznać prawdę?- Marcel akurat stanął w progu.- Czy dalej udawać że mnie nienawidzisz.- Jego mina sposępniała przy ostatnich słowach.
-Chce poznać prawdę.
-Poznajesz?- Pokazał jej białą suknie i balerinki.
-Tak, to ta suknia, którą mi kupiłeś wczoraj.
-Przypomina ci się coś jeszcze?
            Ane na chwile zamurowało i wspomnienia z uderzającą szybkością powróciły do niej. Wstrzymała oddech że zapomniała o oddychaniu.
-Ana, Ana!!!- Krzyczał Marcel widząc, jak Ana suwa się na ziemie i mdleje.
            Wspomnienia z wczorajszego dnia wróciły, lecz Ana pamięta jeszcze chwile, gdy Megan z grupą ludzi i Źrebakiem znika, a jej ojciec Bachus zabiera ją do jakiegoś dziwnego miejsca, po wyrwaniu jej z objęć Marcela, a to co się tam zdarzył… nie jest w stanie wyjaśnić.
-Ana!- Nagle wstrząsnął nią dreszcz i zgięła się w pół uderzając Marcela prosto w czoło.
-Co się stało?
-Już nic.- Przytulił ją mocno, jakby była dla niego jedynym skarbem na tym świecie.
-Czy to prawda że jesteś wampirem?
-A masz jakieś wątpliwości?
-Nie, tylko wampiry kojarzą mi się z pijawkami.
-Już przestani.-Uśmiechnął się i zaczął cicho się śmiać.- Gdy sobie wszystko przypomnisz to będzie dopiero zabawnie.
-Co?
-Nic, chcesz się zobaczyć z Wojtkiem, bo go zaprosiłem dzisiaj, ale skoro ty do mnie wpadłaś i siedzisz u mnie w piżamie to nie wiem.
-Jasne czemu nie pogadać z parą gej!?
-Ej nie wywijaj nosem, bo przecież zakochałaś się w  jednym geju.
-A czy ja coś takiego powiedziałam?
-A więc czemu jesteś tu w piżamie.
-Oj cicho bądź, nienawidzę cię i koniec, kropka.- Po tych słowach Ana poszła się przebrać w białą suknie, która pomogła jej odzyskać wspomnienia.
            W tym samym czasie do Kagahaja przyszedł Wojtek i rozgościł się w głównym pokoju.
-Co ty wyprawiasz!?
-Wojtek, o pół tonu ciszej znowu jej coś zrobili i przyszła do mnie.
-Wiesz dobrze że wasz związek nie może istnieć!
-Nie mam zamiaru cię słuchać.
-Gdybyś wiedział co się działo, gdy usłyszeli że napadli na ciebie sługusi tamtego debila.
-Mam nadzieje że nie polała się krew?
-Oczywiście że polała się krew!
-O czym rozmawiacie?- Ana weszła w najgorszym momencie.
-To nic ważnego.- Próbował zbici ją z tropu.
-Jak mam się zachować, słysząc od chłopaka wampira o krwi?
-Przecież wiesz że nie jesteśmy razem!
-Bla bla bla, i tak jest po mojemu.- Ana zaczęła się wygłupiać jak małe dziecko.- A wiec?
-Pamiętasz co się działo wczoraj po zniknięciu Megan i reszty?-Spytał Wojtek
-No tak i?
-Przez zniewagę Marcela, twój ojciec doprowadził do szału jego sprzymierzeńców.
-A no to wszystko jasne.
-Nie, nic nie jest jasne, Ana ty nadal nie czego nie rozumiesz.- Krzyczał Wojtek jakby stało się coś okropnego.
-A muszę?
-Wojtek to jeszcze nie pora.- Wojtek umilkł i zmienił temat.
-Dobra to powiedzmy że zabieram was do mojej dziewczyny.
-Przecież ty nie masz dziewczyny.- Ana zaczęła się śmiać.
-Jak ją zobaczysz to przestaniesz myśleć o nas jak o gejach.
-Ah, czyli twoja dziewczyna to inny facet, to sorry nie wiedziałam.
-Skończ!- Udało się jej wyprowadzić blondyna z równowagi.
            Zielonooki zabrał pokręconą i Marcela do swojej dziewczyny, która mieszka dość daleko, dlatego skorzystali z metra.