Translate

26 listopada 2015

Rozdział 11 Potwór na pierwszej i szóstej

Ze względu na to że w sobotę mam zajęto, rozdział pojawia się wcześniej.
Rozdział 11 Potwór na pierwszej i szóstej
Przy wejściu do szkoły tłumy gapiów patrzyły się na Ane i Toru (przez jej olśniewającą urodę).
-Przedstawisz mi swoich przyjaciół?
-Na jakiej planecie ty żyjesz, od tej chwili radzisz sobie sama.-Szyderczy uśmiech zawitał na jej twarzy, a potem ruszyła do sali w której zaraz miała mieć lekcje, zostawiając Megan na pastwę losu. 
Po dzwonku weszła do klasy i zajęła trzecie miejsce od okna, a nauczycielka religii zaprosiła do modlitwy w której cały czas wymachiwała rękami i zachowywała się jakby coś brała przed zajęciami, no ale w końcu przeszła do sprawdzania listy obecności.
-Kagahai?
-Obecny.
-Matsuo?
-Jestem.
-Yhym, czy nie zapomniałaś nam kogoś przedstawić?
-Co niby kogo?
-Twoją daleką kuzynkę, ma chodzić z tobą do  klasy, a na razie jej nie widzę.
-Musi sobie pani kupić okulary i umyć uszy, bo ja nie wiem o czym pani mówi. 
Rozległo się pukanie do drzwi i po chwili blondyna weszła do sali z ciepłym uśmiechem na twarzy.
-Przepraszam, czy to klasa … O Ana tu jesteś!- Podeszła i ściskała ją.- A bałam się że nie trafie do klasy.
-Ana to jest twoja kuzynka, prawda?
-Przykro mi, ale nie mam kuzynki.
-Kłamczucha!!!- Wrzasnęła Megan na cała sale.
- Przepraszam, ale to jest moja współlokatorka.
-Przepraszam Panią, widocznie mój wuj nie przekazał Anie że jesteśmy spokrewnione.- Promienny uśmiech zmiękczył Katechetkę i zaczęła prowadzić lekcje.
-A więc dziś zajmiemy się Biblią. Czy ktoś chce coś opowiedzieć, może ty Ano?
-Tak, Biblia jest to księgo powstająca przez tysiąc lat, na początku była w języku hebrajskim, potem w armeńskim i greckim. Składa się z Nowego i Starego testamentu, z ksiąg dydaktycznych, prorockich i historycznych. Stary testament ma 27 księgi, a nowy 46, co łącznie daje 73 księgi. Biblia jest świętą księgo dla katolików, żydów i wyznawców judaizmu.
-Dobrze starczy, siadaj Księżniczko.- Chyba już jej nie lubi. -No dobrze skora Ana przybliżyła nam podstawowe informacje o Biblii, to kto powie nam o pięcioksięgu Mojżesza?
-Ja mogę?-Zgłosił się ten bęcwał, jakby nie widział że i tak ona ma przesrane.- Pięcioksiąg Mojżesza nie został przez niego napisany, ale był głównym bohaterem i jedynym ocalałym w potopie. Na początku są narodziny świata, jak powstali ludzie, dzieje Abrahama.
-A z czym jest kojarzony Abraham?
-Z próbą wiary, w której musiał poświęcić syna na ofiarę…
Gadanina ciągnęła się przez całą lekcja a i tak Ana miała totalnie przerąbane. 
Po pięciu męczących lekcjach skończyły się pierwszy tydzień szkoły, a Anie udało się zgubić Megan. Wtopiła się w tłum uczniów stojących w kolejce do sklepiku szkolnego. Nagle ktoś zaczął się przepychać, co spowodowało wrzaski i obelgi, a osobą która wywołała to zamieszanie był nie kto inny jak Marecl Kagahai, stanął tuż przy niej i się zaczął na nią pchać jeszcze bardziej niż na resztę stojących osób.
-Marcel ogarnij się!-Krzyknęła, co nie przyniosło zamierzonego skutku.
Bufon stanął przy oknie sklepiku i kupił dwie puszki zmrożonej herbaty brzoskwiniowej, z czego jedną schował do kieszeni, a z drugą podszedł do Matsuo i przyłożył  ją jej do czoła.
-Ochłoń Anetko.-No jego twarzy malował się ironiczny uśmiech, który wyprowadził ją z równowagi.
-Marcelku mój drogi zabieraj tą zasraną puszkę, bo inaczej rozwalę ci ją na twoim pustym łbie.-Słowa przesiąknięte były jadem.
-A ty nadal taka w gorącej wodzie kompana, już nie pamiętasz co się wydarzyła.
-A ty nadal taki dziecinny i pusty.
-O widzę że stare małżeństwo dalej ma kryzys.-Dołączyła się Dominika z drugiej klasy, na której mundurek wyglądał zaskakująco dobrze, a jej blond włosy świetnie wyglądały w półmroku.
-Jakie stare małżeństwo?
-A kto inny jak nie wy, brakuje wam tylko do szczęścia jakiejś swatki i przyzwoitki.
-A może zabierzesz go do psychiatry?
-A ją zapisz do psychiatryka.
Ich oczy ciskały w siebie błyskawicami i chęcią mordu.
-Dobra już przestańcie są tu przecież ludzie.- Podeszłą do niej Virgnia i szepnęła jej coś na ucho.-Rozumiem, dzięki za informacje.-Czarnowłosa oddaliła się tak szybko jak się pojawiła. A Dominika dziwnie spoważniała.
-Co się stało?-Spytała Ana, zdziwiona jej miną.
-Nic takiego.
-A tak w ogóle dostałaś jakiś ochszan przez nas?
-Na szczęście tylko pouczenie.
-Uf to dobrze.
-Możemy chwile pogadać.- Szepnął Marcel Anie do ucha.- Na osobności.
-Dominiko my na chwile spadamy, bo Katechetka chciała abyśmy jej pomogli zanieść jakieś papiery.
-Rozumiem do zobaczenia.
-Na razie.-Pomachała do niej i ruszyła w stronę jakiegoś ustronnego miejsca.- O co chodzi?- Popatrzyła się na niego ze zdziwieniem.
-Sorry za tą puszkę.- Ana podniosła powiekę, no bo przecież on nigdy jej nie przepraszał.
-Czy ty się dobrze czujesz, przecież to były twoje codzienne wygłupy.
-No tak, ale trochę mi głupio przez te ostatnie wydarzenia.- Jego głos był bardziej cichy niż zwykle, a wzrok skierował w dół. Kiedy do Any dotarło o co mu chodziło to zrobiło się jej trochę niezręcznie.
-Nie wspominajmy o tym.- Mówił spokojnie, opierając się delikatnie o framugę.- No bo przecież to zdarzyło się po pijaku.
-No tak, ale...
-Nie ma żadnego ale, jesteśmy najlepszymi kumplami od początku gimnazjum.
-A tak w ogóle, to co się działo w twojej podstawówce?- Przez przypadek wszedł na cienki grunt.
-Nie mam zamiaru o tym z tobą rozmawiać, a tym bardziej co to ma wspólnego z ostatnimi wydarzeniami.
-Nic, sorry.
-Nie ważne, ale czemu przywołujesz ostatnie zdarzenia???- Spojrzała na niego trochę podejrzliwie, no bo w końcu to ona podkochiwała się w nim przez całą gimbaze, a ostatnie zdarzenia wprowadziły ją w niezły mętlik. 
-No nie wiem, tak jakoś.- Chciała usłyszeć prawdę dlatego nie dawała za wygraną.
- To nie jest wytłumaczenie.
-No dobra, chyba się w tobie zakochałem.- Jego twarz była cała czerwona, a wzrok błądził mu wszędzie, tylko nie na Anie.
-I co w tym takiego niezwykłego.- Teraz chciała aby  poczuł się jak ona, kiedy to on wyśmiewał się z tego że mogliby być razem. Jednak on nagle spoważniał i poczuł się zażenowany.
- Po co ja ci to w ogóle powiedziałem.
-No właśnie ciekawe dlaczego.- Jej głos był oschły, mimo iż marzyła o tym żeby to on pierwszy wyznał jej w taki sposób miłość.- A może spodobała ci się Megan, ta moja walnięta opiekunka.- Spojrzał na nią ze zdziwieniem, bo w zupełności zapomniał o jej kuzynce.
-O czym ty mówisz?
-O tym że nie jestem idiotką i widzę jak wszyscy chłopcy uganiają się za tym babsztylem, a ty nie jesteś lepszy.
-Poważnie jesteś idiotką.
-Słucham!
-Idiotka!- Krzyknął i złapał ją w uścisku, czochrając jej długie pokręcone włosy.- Jesteś zazdrosna,o jakąś pustą lalkę.- Zaczął się z niej śmiać.
-To nie jest śmieszne. - Chciała zrobić z tego poważną rozmowę, ale sama zaczęła się śmiać.
-Bo ja naprawdę za to cię kocham.- Pocałował ją delikatnie w policzek.- Choć zazdrośnico.
-Nie jestem zazdrosna!
-Jasne że nie.
            Wrócili na korytarz, niedaleko sklepiku, trzymając się delikatnie za ręce. Bum. Wpadła na nich Doma.
-Twoja kuzynka.- Spojrzała Anie głęboko w oczy.- Wdał się w konflikt z nauczycielką od angielskiego.
-E, jakoś mnie to nie obchodzi.
-O co w ogóle chodzi z ta twoją kuzynką?-Wtrącił ciołek.
-A skąd mam to wiedzieć, a oprócz tego to nie twój interes.
-Ana musisz tam iść, bo inaczej wywalą ją ze szkoły.
-I dobrze, przyjechała mnie pilnować, więc czym szybciej wyleci tym lepiej.
-Zachowujesz się jak mała dziewczynka, która ma kaprys.
-Zamknij się, to w końcu ciebie nie dotyczy.
                  Kagahai zamilkł i zrobił zamyśloną mina, oraz przyglądał się dalszemu przebiegu zdarzeń.
-Ana, tu nie tylko chodzi o Toru, ale o twoją naukę angielskiego.
-Co? Po co ona miałaby się kłócić z moją panią od angola.
-Zrozumiesz jak ze mną pójdziesz.
Szli korytarzem, powoli mijając puste sale lekcyjne, a Marcel gwizdał jak najęty, zwracała mu chyba cały czas uwagę, a on ją ignorował. Gdy doszli do sali od angielskiego, już za drzwi było słychać kłótnie rozgrywającą się pomiędzy nauczycielką, a dziewczyna w nastoletnim wieku, która dopiero co przyjechała z zagranicy. Powoli otworzyli drzwi i weszli do sali.
-Megan co ty odwalasz!?
-Ja, próbuje przekazać tej tępej kobiecie, że nie jest odpowiednio wykfalifikowana na bycie nauczycielką.
-Megan.- Wtrąciła się przewodnicząca, lecz ona ją zbyła.
-JA będę lepszą nauczycielką, niż ta wywłoka.
-Megan uważaj na słowa, jeszcze jedno takie zachowanie, a możesz zostać zawieszona w prawach ucznia.- Przywoływała ją nauczycielka.
-A co tam pani może wiedzieć, skoro pani sama myli czasy.
-Nikt moja droga nie jest nie omylny.- Broniła się biedna profesorka.
-Toru zostaw moją panią od angielskiego, możesz przecież uczyć mnie w domu.
-Aneto, wytłumacz mi o co chodzi.- Poprosiła nauczycielka.
-Sprawa rodzinna, pustaczko!-Blondyna pokazał język i sobie poszła. 
Ana została z nauczycielką i Dominiką, a Marcel poleciał za Megan.