Translate

11 listopada 2015

Rozdział 8 Trochę wspomnień, żali i niespodzianka

Ze względu na to że mam zajęty weekend, a dziś jest dzień wolny wstawiam dla was rozdział :).
Rozdział 8 Trochę wspomnień, żali i niespodzianka
            Na świeżym powietrzu trochę ochłonęli, po całej tej wielkiej bitwie na jedzenie przez którą wylądowali u wychowawcy.
-Ale z ciebie idiotka.
-Przymknij się imbecylu.
-Małpiatko, zamknij się.
-Oj obraziłam biednego dzidziusia.
-To ty zaczęłaś cały ten incydent.
-A i teraz zwalasz wszystko na mnie, chociaż jesteś współwinny.
-A wy nie mieliście iść przypadkiem do swoich pokoi?- Przyłapał ich wychowawca.
-No niby mieliśmy, ale po co, skoro możemy się droczyć na zewnątrz, w końcu robiliśmy tak już w gimnazjum z Alką i Piotrkiem.
-Kim jest Alka i Piotrek?- Spytał wychowawca.
-To nasza paczka z czasów gimnazjum, ale musieliśmy się z nimi rozstać, bo byli słabi w nauce.- Wytłumaczył Marcel w bardzo krótkim skrócie.
- Tylko oni potrafili przerwać nasze kłótnie o błahostki, których inni nie rozumieli.
-Opowiedzcie mi trochę o tych waszych kumplach.-Poprosił ich i rozsiadł się na ławce na dworze, oraz zachęcił żeby się przyłączyli.
-A więc zacznijmy od początku, poznaliśmy się wszyscy w drugie klasie gimnazjum, jak dołączyłam do klasy.
-Alka była osobą towarzyską, a Piotrek był zamknięty w sobie.
-Wcale nie, był po prostu nieśmiały, a stworzyliśmy paczkę zupełnie przez przypadek.
-To było chyba w tym samym czasie gdy skręciłem sobie kostkę.
-No, ale nie do końca, bo wtedy to tylko graliśmy wszyscy w jednej drużynie.
-A dlaczego tylko oni potrafili powstrzymać was od kłótni?
-Dobre pytanie.
-Może po prostu dlatego że oni byli parą i rozumieli problemy damsko-męskie?
-Co czy ty coś sugerujesz?- Ana zaczerwieniła się, ale od razu się ogarnęła.
-Sorry ale ja nie mam takich skojarzeni jak ty.
-Yhm, a jaj dokładnie oni się nazywali.
-Ala Trybicz i Piotrek Najese, jeśli dobrze pamiętam.
-A macie jakieś wspólne wspomnienia z nimi.
-Można tak powiedzieć.
-Aleś ty przygłupia, przecież to oni organizowali twoją piętnastkę, dzięki  nim braliśmy udział w nocy horrorów i przebraliśmy się na halloween.
-A no rzeczywiście.
-A teraz szczere pytanie, które mnie nurtuje od kiedy was spotkałem, jesteście parą?- Pytanie, wstrząsnęło nimi aż do szpiku kość. 
-W życiu, wieloryby musiałyby zacząć latać,a  i tak by to było niemożliwe.
-Ktoś kiedyś fajnie powiedział, "nie szukaj miłości, a cie dopadnie, a szukaj jej, a cię ominie", czy jakoś tak.- Chyba chciał im dać wykład, na który nie mieli najmniejszej ochoty.
-Musze panu powiedzieć jak facet facetowi, prosto z mostu, Ana aktualnie ma chłopaka.
-Co że ja cię słucham, niby kogo mam?- Ana sam zdziwiła się temu, co powiedział Marcel.
-Teraz udaj głupią jak zwykle. Chociaż czy da się przyzwyczaić do głupoty?
-Ty imbecylu, pustaku, chuju pierdolony...- Wyrzuciła wszystkie złe określenia w jego stronę, jakie przyszły jej na myśl.
-No, a już myślałem że nie będę musiał tego robić, ale zostajecie jutro i koniec kropka.
-Spoko to ja ideę do siebie.-Machnął ręką i chciał już iść jakby nić się nie stało.
-Jesteś z bogatego domu, a nawet nie znasz manier i dobrego zachowania, czego uczyli cię twoi rodzice.-Zaczęła się śmiać z pogardą , a on spojrzał na nią ponurym wzrokiem.
-Przepraszam, że nie widziałem moich rodziców odkąd pamiętam.
-Ups, sorcia nie chciałam.- Podszedł do niej i wyciągnął do środka zostawiając nauczyciela. Zaciągnął ją do schowka, w którym dzisiaj rano chowali się przed facetem, którego oblała wodą.
-Co ty odstawiasz za szopkę?
-A jak ci się wydaje.-Przybliżyła się do jego uch i szepnęła.-Przygotowuje podstawy na zieloną noc.-A przynajmniej robiła to przy okazji.
-A zupełnie o tym zapomniałem, ale wiesz nie musiałaś wspominać o moich rodzicach.
-Sorry, ale myślałam że spotykacie się dosyć często.
-To źle ci się wydawało.
 -Oj no przepraszam, nie chciałam.-Podszedł i przytulił się do niej na dłuższą chwile, nie widziała  jak płakał, ale poczuła spływające łzy, które kapał na jej ramie. Poczekała dłuższa chwile, aż sam się odsunie.
-Dobra wracajmy, bo inaczej już dziś dostaniemy kare.
-E tam mi to już nie przeszkadza, najwyżej powtórzymy rok.- Zaczęli się oboje śmiać i wrócili na dwór, gdzie czekała na nich wychowawca.
-No, no a jednak wróciliście. Mam jednak  nadzieje że nie posypały się zęby.
-Nie wszystkie są na swoim miejscu.
-O to się cieszę, bo jak już mówiłem zostajecie jutro w hotelu.
-No pan chyba sobie jaja robi.- Odszczeknął wychowawcy.-Nie wytrzymam z nią kolejnego dnia.-(Teraz to już naprawdę wczuł się w role.)
-W takim razie wymyśle wam może coś innego, yym.-Chciał ich zbyć.- Nie.
- No to fajnie.-Powiedzieli razem, aby wzmocnić ich udawane zażenowanie.
-A co będziemy robić?
-Będziecie pomagać obsłudze w sprzątaniu hotel.
-A to spoko, mogło być gorzej, co nie.-Zwrócił się do niej.
-No, mogliśmy na przykład czyścić kible i szorować ludziom buty.-Wybuchli śmiechem.
-Jeśli jest to dla was za łagodna kara, to może być gorzej.- Uśmiechał się szyderczo, no bo przecież był wuefistą.
-Nie ależ skąd, ta kara jest w sam raz.- Uśmiechy i chęć wyrzucania z siebie całego wybuchu radość, sprawiła że byli cali czerwoni.
-Ah ta młodzież, co ja mogę z wami zrobić.
-Nic, za starzy jesteśmy na takie gierki.- Po tych słowach nauczycielka zniknęła za drzwiami.
-Je dobra nasza. A teraz wytłumacz mi o co chodziło z tym moim chłopakiem?
-Co coś mówiłaś?
-Tak łatwo mnie nie zbyjesz. 
-Jeden z punktów planu osiągnięty.- Chciał aby przybili sobie piątki, ale Ana czekał na odpowiedzi, a on tylko wzruszył ramionami.
-No to teraz spotykamy się o północy i idziemy poszaleć.
-Jesteś pewna  że to dobry pomysł?
-Tak , a czemu masz wątpliwość?
-Mam po prostu złe przeczucie.
-Jeśli nie chcesz to nie idź, ja cię nie zmuszam.
Zostawiła go i wróciła do pokoju, gdzie dziewczyn zaczęły się pytać co robiła przez cały dzień z tym „przystojnym” chłopakiem o kruczo czarnych włosach. Nie wie co je to obchodziło, ale strasznie koloryzowała że nic się nie działa, tylko zarywała do pewnego z kelnerów jak mu pomagała, oczywiście rżnęła jak z nut. Niestety chyba jej nie wierzyły, ale to nic, jutro same przekonają się co robili.
Około dwudziestej czwartej, gdy wszystkie dziewczyny poszły spać, Ana wyszła spotkać się z Marcelem i iści z Źrebakiem na ostatni wypad na tej zielonej szkole. Zdziwił ją fakt że bęcwał czekał na nią.
-Uuuu, nie spodziewałam się że przyjdziesz.
-Ktoś musi cię pilnować.- Wzdychną z aprobatą.
-Jak nie chcesz to nie idź, już ci to mówiłam.
-Przymknij się i chodzimy.
-Co jesteś zły, bo wcześniej przegrałeś ze mną w kosza?- Chciała mu to wygarnąć.
-Nie. Miałaś farta, że miałaś tamtego ciołka w drużynie i tyle.
-U zazdrosny.
-Może.- Widać że to wszystko go bawiło.
-Tak jasne.
Szli kawałek, gdy dołączył do nich Źrebak, by ich zabrać do jednego z klubów.
-A gdzie reszta paczki?
-Niestety, ale coś im wypadło.
-O jaka szkoda, a my jutro wyjeżdżamy. Auć!-Dostał ode niej pomiędzy żebra.
-No to idziemy się zabawić.
-Tak, tak ty lepiej uważaj, bo przeholujesz.
-U zabrałam ze sobą przyzwoitkę.
-No i to ostrą.-Wtrącił się Źrebak.
-Daleko do klubu?
-Nie to już za rogiem.
Weszli do klubu i zaskoczyło ich wnętrze, w centrum leżała roznegliżowana kobieta na ala wybiegu czy czymś takim, wyginała przedziwne pozy, ale szli dale. Przystanęli dopiero przy barze gdzie Źrebak zamówił im alkohol i zajął stolik nieopodal. Jednak atmosfera panująca w tym klubie przyprawiała ją o ból żołądka 
-Czemu wybrałeś ten klub?
-A co nie podoba ci się?
-No wiesz trochę nie moje klimaty.
-Nic nie szkodzi chciałem tylko was pożegnać przyjemną noc.-Ostatnie słowa, które wydobyły się z jego ust miały taki wulgarny ton, chyba nie myślał że zaciągnie ją tak łatwo do łóżka (po prostu co za imbecyle żyją na tym świecie).
-Jaka cienka riposta ty zboczony Koźle. –Wtrącił się niepotrzebnie drugi ciołek.
-Oj przyzwoitce się nie podoba, a może naprawdę jesteś pedałem.
-Chyba ty?
-Ja przynajmniej mam dziewczynę.
-Skoro masz dziewczynę to czemu z nią nie spędzisz miłych chwil sam na sam?
-A co ci do tego.
-A to że zabierasz mój cenny czas[…]
(Czy ci dwaj prowadzą coś w rodzaju bitwy na coraz głupsze i cięte riposty czy po prostu ich debilizm przekracza normy, chyba jednak to drugie.)
-Heejj!!! Ogarnijcie się nie jesteście tutaj sami.
-Co?-Zdziwił się Źrebak na siłę oddźwięku tych słów, a cała sala na chwile zamilkła.
-Mówię  że są tu jeszcze inni ludzie, jejku.
-To wszystko jego winna.
-Twoja też wiesz, rany co ja mam z wami. Napijmy się po drinku i zabawmy się trochę, skoro już tu jesteśmy.
            Impreza zaczęła się rozkręcać w najlepsze, kilka mocnych drinków i można łatwo odpłynąć, lecz reszt sali, bawiła się w orgie seksualne jak na bankietach, które odbywały się w wcześniejszych epokach dla arystokracji, czy jakoś tak, jednak Ana, Źrebak i Marcel nie brali w nich udziału, aczkolwiek samo patrzenie przyprawiało o wymioty, dlatego Ana zaszył się na dłuższa chwile w klubowej łazience.
-Co taki książę, jak ty może dać tej księżniczce?
-Nic, zupełnie nic.
-Ty już gadasz trzy po trzy.
-A nawet jeśli to co?
-Jaki tak naprawdę jesteś?
-Dobre pytanie.- Pochylił się nad nim.
-A chciałbyś czegoś spróbować?
-A czego?
-Mam czystą marychę chcesz zapalić?
-No nich będzie skoro i tak nic ciekawego się nie wydarzy.- Źrebak wyciągnął gotowego skręta i zapalił go.
-Dlaczego, teraz jesteś taki miły.-Ana wyszła akurat z łazienki i przyglądała się co robią chłopcy.
-Szczerze to może dlatego że po prostu jestem biseksualny, albo chce pogadać.
-A tak dokładnie?
-Trzymaj.-Podał mu skręta by się zaciągnął i nie zadawał więcej pytani.
-Wiesz może chodzi ci tylko o seks z facetem, ale ze mną ci to nie wyjdzie.
-Nie wiesz królewiczu, dopóki nie spróbujesz.- Siedzieli w swoim towarzystwie wymieniając się petem, a Matsuo chciał dowiedzieć się jak najwięcej, bo podobno gdy człowiek jest upity łatwiej wylewa swoje wątpliwość i jest chętniejszy do rozmowy.-Co myślisz o Anie?
-Czemu pytasz?
-Tak z ciekawość.
-Jest naprawdę fajną osobą...-Chciał powiedzieć coś więcej, ale zaczął duść się dymem i zauważył Ane chowającą się za kolumną.- Nie ładnie tak podsłuchiwać i mogłaś do nas podejść zamiast się chować.
-E no ten.
-Nawet się nie tłumacz, tylko choć.-Podeszła i udawała że nic się nie stał.
-Wiesz co Źrebak było fajnie ,ale my musimy się zbierać.
-Nie zaplanowałem całą noc.
-Starczy, zmieni plany i dogaduj się ze swoją dziewczyną, palancie.- Wygarnął mu Marcel.
Po wypiciu ostatniego drinka, Błękitnej Laguny pożegnali się z Źrebakiem, był niezadowolony z przebiegu sprawy, ale sam jest sobie był winien.
-Czemu zawsze wcinasz swoje trzy grosze? Mogliśmy spokojnie jeszcze zostać.
-A co zabronisz mi?-(Czemu on zawsze odpowiada pytaniem na pytanie).
-Jeszcze się pytasz, mogło się to potoczyć w zupełnie inną stronę.
-Ale tak się nie stało.-Prychnął tylko pod nosem. I ruszył ciągnąć ją za sobą do ośrodka.
-Czemu podsłuchiwałaś?
-Proste, bo mogłam, zabronisz mi?
-Nie drocz się ze mną, moim sposobem zbywania.
-Nie drocz się ze mną , moim sposobem zbywania.- Zaczęła go papugować dla zabawy.
-Boże, a myślałem że to jaj jestem bardziej wstawiony.
-... bardziej wstawiony.
-Da się ciebie uciszyć.
-Da się...- Nie dokończyła, bo ich ustał złączył pocałunek, któremu uległa bez granic.
-Co ja wyprawiam.-Trzymał ją w objęciach, jakby była dla niego najdroższym skarbem. Błysk, latarki z oddali, ocknął go.- E dzieciaki, co wy tu robić o tej porze?!- Krzyczał ktoś w oddali. 
            Ruszyli biegiem, nieumiejętnie skoczyli przez płot i podarli sobie ubrania, ale udało im się uciec i zatrzymali się gdzieś w parku. 
-Jak dobrze że jesteśmy wstawieni.
-Takie szczęście, ale ja i tak to zapamiętam.- Dopiero jak minie ich kac i uświadomią sobie co zaszło będą mili twardy orzech do zgryzienia.
            Pobyli chwile na ławce, a potem wrócili do hotelu, było chyba około czwartej rano, ale nikt nie zauważył ich nieobecność.