Translate

30 października 2015

Rozdział 6 Co się działo w gimbazie

Ze względu na zbliżając się święto wstawiam rozdział wcześniej.

Rozdział 6 Co się działo w gimbazie
Ana i Marcel zostali w hotelu zamiast na wycieczkę, czekali jakiś czas i w końcu przyszła do nich jakaś stara baba i kazała im usiąść na oddzielnych fotelach.
-No dobra zacznijmy od samego początku, jak się poznaliście?
-No to było na początku gimnazjum, chodziliśmy do oddzielnych klasa, ale przeniosłam się, ponieważ miałam lepsze oceny od przeciętnych.
-Tak i przyszłaś do tak zaawansowanej grupy że dziewczynka sobie nie radziła.
-Przymknij się! Przeniosłam się dopiero w drugiej klasie, ale nasze klasy miały łączony w-f, więc często byliśmy w jednej drużynie.
-No to trzeba ci przyznać, gdy dostałem raz od ciebie piłką do nogi w brzuch to myślałem że zaraz umrę.
-No nie przesadzaj.
-Halo nie zapominajcie tu o mnie, to ja zadaje tu pytania.-Wtrąciła się Pani Pedagog.
-No to niech Pani pyta.- Wymówił to tak sarkastycznie że szkarłatnooka zaczęła się śmiać.
-Od kiedy się kłóćcie?
-Odkąd pamiętam.-Powiedzieli razem w zamyśleniu.
-A dokładniej?
-Ja zawsze ją wkurzałem, co tu dużo mówić.
-No rzeczywiście pamiętam jak próbowałeś wcisnąć wszystkim uczniom w szkole, że kocham się w obleśnym nauczycielu od w-f. A na facebooku wstawiałeś jego zdjęcia na naszej grupie klasowej, żeby mnie wyprowadzić z równowagi.
-Tak, to były dobre czasy, co nie Aneciu.
-Tak Marcelusiu, już ci milion raz mówiłam żebyś nie zdrabniał mojego imienia!
-A tak dokładniej, dlaczego się nienawidzicie?
-To jej/jego wina.-Spojrzała na nich jak na idiotów.
-Wytłumaczcie dlaczego.
-Nie widzi tego Pani.-(Znowu).- Nie papuguj!
-Wasz problem jest cholernie dziwny, jesteście po prostu nie normalni.
-I tu trafiła pani w sedno.-Popatrzyła się na nich dziwnym wzrokiem.
-Dlaczego?
-Bo czy on/ona może być normalny/normalna.-Pani chyba się poddała, po chwili patrzenia na nich po prostu wstała i wyszła.
-No to mamy tą idiotkę z głowy.-Rozsiadł się jeszcze wygodniej w fotelu.
-Dlaczego zawsze chcą wysyłać do nas pedagoga?
-Może dlatego że zbytnio nie zachowujemy się jak ludzie?
-Może, a pamiętasz gdy po raz pierwszy skręciłeś sobie kostkę na w-f-ie, graliśmy w piłkę nożną i czekałam z tobą na twojego starego, który się do ciebie nie spieszył.
-Pamiętam, to były taki dobre czasy.
-Albo gdy pomyliłeś łazienki i wszedłeś do damskiej, kiedy wszystkie brały prysznic, byłeś w tedy taki czerwony jak burak.
-Tak widziałem cię w całej okazałości.
-Jakie szczęście, że nie miałeś przy sobie aparatu.- Zaczęła się jak zwykle strasznie głośno śmiać.
-Tak ale za to było gorzej gdy miałaś swoją piętnastkę, byłaś tak najebana, że normalnie nie mogłem na ciebie patrzeć.
-No w tedy to był mój pierwszy raz gdy piłam alko, a dziewczyny zbytnio mnie podpuściły.
-Tak rzygałaś całą noc.
-Jakie szczęście że mam pustkę i nie pamiętam tej sytuacji.
-A szkoda, bo bredziłaś trzy po trzy.
-Co? Co dokładnie mówiłam?
-Gadałaś że się w kimś skrycie podkochujesz.-(O szit dobrze że nie wygadałam się w kim, bo to w nim się przez całą gimbaze podkochiwałam, nawet napisałam kilka fajnych wiersz jeden z nich na pierwsze walentynki brzmiał tak:
Jeden uśmiech, jeden błysk twego oka,
Jeden gest, jedna nuta,
Tak mija cała minuta,
Choć wbija mnie w trwoga,
Wiem że blisko ciebie być mogę.
Choć losy w inną skierował nas stronę.
Debilizm wiem, wiem, a napisałam ich jeszcze kilka, ale żadnego mu nie dałam i postanowiłam zmienić obiekt swoich uczuć, które ukrywam od bardzo dawna…)-Hej co się tak zacięłaś?
-Co, a nic, zastanawiałam się tylko, o kogo mogło mi chodzić.
-Pewnie o osobę na jedną noc.-Westchnął.
-Może, a ty też nie byłeś taki święty.
-Co ja zawsze byłem osobą o wiele od ciebie dojrzalszą.
-Tak pamiętam zakończenie pierwszej klasy, jak nie zauważyłeś jak koledzy odsunęli ci krzesło i padłeś jak placek na ziemie.
-To był tylko jednorazowy przypadek.
-Tak, zawsze z chłopakami tłukłeś się przed w-f, albo właziłeś na nisko usadowiony kosz.
-To było tylko dla popisu.
-Tak mów tak dalej, ty nigdy niemogący dorosnąć dzieciaku.
-Aneciu ty też nie jesteś lepsza.
-Ja ci dam Anecie!!!-I zaczęło się, głupek zaczął uciekać, a ona zanim, w końcu trafiła do skrzydła chłopaków, gdzie bęcwał próbował się zabarykadować, ale prawie wyłamałby drzwi, dlatego złapał za poduszkę i zaczęła się bitwa na poduszki. Na początku wygrywała, ale potem wziął ją z zaskoczenia i po jej wygranej. Wtargnęła przez przypadek do męskiej toalety i zobaczyła prysznic, więc wzięła słuchawkę i czekała aż wejdzie, powoli zbliżał się w jej kierunku, a ona tylko na niego czekała, wszedł do łazienki, wtedy wyszła z ukrycia i zaczęła lecieć woda ze słuchawki, gdy zauważyła że to nie Marcel. Był to jakiś inny obecny mieszkaniec hotelu (szit). Uciekła gdy facet zaczął krzyczeć, ni z gruchy ni z pietruchy coś złapał ją w pasie i pociągnęło w swoją stronę, trafiła do schowka na szczotki, a przede nią stał ten cymbał.
-Ale żeś odstawiła szopkę.-Zaczął się ze niej śmiać.
-Myślałam że to będziesz ty, byłbyś wtedy cały mokry.
-Przewidziałem taki przebieg sytuacji, ale ten koleś mnie uratował- Dostał ode niej po głowi.
-Jest tak jak na naszej ostatniej Zielonej Szkole.
-No w tedy to dopiero się działo.-Uśmiechnął się swoim idealnym, szyderczym uśmiechem.
-Tak, to były czasy.
-No razem z chłopakami wlaliśmy do basenu tonę mydła i zamiast w wodzie kąpaliśmy się w pianie.
-A potem rzucaliśmy się balonami z wodą, miałeś całą mokrą koszule.
-Tak a tobie było widać stanik pod bluzką.
-Hej gdzie ty się patrzyłeś.-Znowu dostał po głowie i zaczął się ze niej śmiać.
-A może jutro odwalimy im wszystkim niezapomnianą zieloną noc.
-Dobra, to idziemy do sklepy po wszystkie materiały.
Poszli do sklepu i kupili chyba tonę różnych rzeczy do dręczenia ludzi. W tym również sprzęt to włamania się do pokoju dla obsługi, trochę świństw które są jadane żeby dodać do jedzenia, a i wymyślili plan, aby móc zniknąć z sali podczas kolacje to był zajście genialny plan.