Translate

24 października 2015

Rozdział 5 Wieczorne spotkanie

Rozdział 5  Wieczorne spotkanie
            Po późnym powrocie Any i Marcela do hotelu, przywitał ich tłum uczniów, którzy ze łzami w oczach cieszyli się z bezpiecznego powrotu dwóch nieodpowiedzialnych osób.
-Ana Matsuo i Marcelu Kagahai co wyście robili tam w górach?-Zaczęła wrzeszczeć Dominika.-Zaczęliśmy już wysyłać ratowników, a w ni z gruch ni z pietruchy się pojawiacie!
-Przepraszam oddzieliliśmy się od grupy, bo musiałam zawiązać głupiego buta, a ten bęcwał na mnie zaczekał i się zgubiliśmy.
-Jak Dobrze że wam nic nie jest.-Uspokoiła się troch.- Ale więcej nie róbcie takiego zamieszania.
-Tak jest ser.- Powiedzieli razem i wszyscy zaczęli się śmiać z nich, a oni razem z nimi.
-No dobra skoro wszyscy są to informuje że jutro połazimy po okolicznym mieście Shimo.-Wtrąciła się wychowawczyni, ta gburowata która kazała im iść na koniec.-A teraz wszyscy do łóżek, chyba że życie wam nie miłe.
Wszyscy porozchodzili się po pokojach i poszli spać jednak pokręconą dręczył fakt że znowu jej życie jest powiązane z Marcelem, którego chyba w głębi serca lubiła jako kolegę, z tymi myślami, które mąciły jej w głowie wyszła na dwór, żeby trochę się przewietrzyć. Noc był ciepła jak na Wrzesień, czyste niebo bez chmur i księżyc w pełni, oraz tona pojedynczo świecących gwiazd i rozlegająca się cisza. 
-Czemu takiego nieba nie ma w Chesu?
-A co chciałabyś je częściej widzieć?-Spytał jakiś nieznajomy gości,trochę ją też przeraził, ale chyba był w wieku szkarłatnookiej. 
-Przepraszam, myślałam że jestem sama, a w ogóle to kim jesteś?
Odpowiedział ciszą na pytanie.
-Halo. Słyszysz mnie?
-Tak słyszę, jestem Źrebak.
-Co? Jak ktoś może się tak nazywać.
-To moje przezwisko na imię mam Aleksander.-Jego imię pasowało do niego, był blondynem o nieziemskich niebieskich oczach, przypominający głębie wieczornego nieba. Jednakże po dłuższym przeglądaniu się nieznajomemu Ana zauważyła że ma dwa kolczyki w uchu i słodki pieprzyk pod prawym okiem.
-Ja jestem Ana.
-Dziwne to twoje imię.
-To skrót od Anety, bo tak nazywała się moja mama i nie chciała żebym nazywała się jak ona, dlatego tak wyszło.
-Wow, skąd  jesteś?
-Ja z Chesu, a ty pewnie stąd?
-Tak pokazać ci miasto.
-Nie wiem czy mogę iści z tobą.
-Jak to szło, do odważnych świat należy.-Mrugnął przelotnie.
-No dobra i tak nie mogę zasnąć, to zabierz mnie w jakieś ciekawe miejsce.
Chwycił Ane za rękę i powoli pociągnął za sobą, był tak delikatny, jak bita śmietana na truskawce i mimo że go dopiero poznała miała wrażenie jakbym znała go wieki.
-Gdzie mnie zabierasz?
-To niespodzianka, więc zamknij oczy.
-No dobra.
Szli przez jakiś czas i  Matsuo usłyszała dochodzącą z niedaleka muzykę, najprawdopodobniej dyskoteki.
-Idziemy na dyskotekę?
-No można tak powiedzieć.
-Spoko tylko ja muszę wrócić do hotelu przed piątą.
-Rozumiem, ale jest dopiero dwudziesta trzecia, więc się nie martw.
Dzięki kontaktom Źrebaka weszli bez żadnego problemu. W środku czekali na niego jego znajomi przy drinkach, usiedli przy nich i zaczęła się gadka o tym kim jest nowo poznana dziewczyna  i w ogóle. Ana poznała Banana blondyna o zabawnym uosobieniu, Kilera dziewczynę o brązowych włosach i jej chłopak Zygfryda, który był chyba albinosem. Nie poznała jednak ich prawdziwych imion, bo posługiwali się tylko ksywkami, a Aleksander wymyślił jej przezwisko Piękna, było to miłe z jego strony, ale nie pasował jej fakt że mimo iż nie jestem pełnoletnia, jest w barze i może pić alkohol.
-Piękna napij się z nami.
-No niech będzie, ale tylko jednego zgoda.
-Polej jej Źrebak.
I tak impreza zaczęła się rozkręcać, nie wypiła chyba więcej niż 3 drinki, a miła być tylko jeden, no ale od czego jest młodość. Źrebak zaprosił ją do tańca i teraz dopiero zaczęła się zabawa. Światła migał ze wszystkich stron, muzyka stawał się coraz ciekawsza, a Ana  zaczęła się wtapiać w jedno ze Źrebakiem, był dobrze zbudowany jak na tak młodego człowiek a jego ciał były tak blisko i tak daleko, w końcu zbliżyli się tak blisko, że ich usta zaczęły się stykać, przygryzł jej dolną wargę żebym się jeszcze bardziej rozluźniła, jego język zaczął badać jej podniebień, a ona zaczęła odwzajemniać jego pocałunek, gdy musieli odetchnąć by się sami sobą nie udusić, wydali cichutki jęk niezadowolenia. Gdy Ana zerknęła w jego oczy widziała żar, który chciał ja pożreć jak lew swoją ofiarę. Doszedł Szkarłatnooką ogłuszający dźwięk, Źrebak dostał w tyłu głowy, chyba ze szklanki po drinku, stała za nim dziewczyna z ogromnym biustem i skąpo ubrana z rozmazanym makijażem, od łez. Zaczęła go nawalać swoją torebką, co ocuciło Ane z tego cudownego uczuci zmieszanego z nadmiarem alkoholu i w mgnieniu oka, ktoś złapał ją za biodra, położył rękę na ustach, żeby nie mogła krzyknąć i wyprowadził pokręconą z klubu. Nie był to jednak ochroniarz, bo on zajmował się aferą, która działa się w środku. W ciemnej uliczce ktoś puścił uścisk, zostawiając pocałunek na policzku i zniknął w cieniu nocy.
-Kto to mógł być, w ogóle to co się stało?-Zadawała sobie sama pytania, nie znając odpowiedzi.
Wróciła do ośrodka, było tak po trzeciej, była cała spocona, więc wymknęła się pod prysznic. Zaczęła zmywać z siebie ten brud, tego miasta Shimo, które widziała chwile wcześniej. Zaczęła myć włosy szamponem, który spływał pod ciśnieniem wody, po całym jej ciele.
Stuk, puk ktoś kroczył w stronę prysznicy, wyłączyła wodę i chciała zgasić światła, kiedy do damskiej łazienki wszedł chłopak i zatkał jej usta, była tylko lekko okryta ręcznikiem, a był to nie kto inny jak Marcel (Ten to ma wyczucie czasu).
-Ciiii, nie krzycz.
-Ok, co ty tu robisz?- Gadali szeptem, a ona przez chwile myślała że to nauczycielka (fiu).
-Mam lepsze pytanie, co ty robiłaś w tamtym klubie?
-W jakim klubie, wstałam rano żeby się umyć, bo dziewczyny okupywały wczoraj wieczorem łazienkę.
-Kłamiesz czuje od ciebie alkohol.
Chyba ją rozgryzł, nie jest zbyt dobra w kłamaniu, a on chyba już wie kiedy ona kłamie.
-Nie wiem o co ci chodzi.
-Nie ważne, umyj się, bo nie chce dłużej patrzeć na ciebie w samym ręczniku.
Wyszedł już nic nie mówiąc, a Ana wróciła pod prysznic, aby zmyć z siebie całą tą piane.
Wróciła do pokoju by wziąć rzeczy na zmianę, wszystkie dziewczyny nadal spały co wyglądało całkiem słodko, kiedy doszedł do niej fakt że Marcel widział ją prawie nago i na dodatek wiedział że jej nie było w hotelu przez całą noc, no po prostu super. Ubrała się w czyste czarne leginsy i nałożyła swoją ulubioną koszulkę z napisem „No Boyfriend No Problem”. Uczesała również swoje kłaki i nałożyła lekki makijaż, którego nie stosowałam od gimbazy by nie wyglądać jak córeczka mamusi. Zeszła więc do pokoju, ale reszta dziewczyn nadal spała, a ponieważ jej się nudziło zaczęłam czytać „50 Twarzy Greya”, która podobno jest teraz bardzo popularna, bo zawiera głębie głównego bohatera i hard korowe sceny erotyczne, a przynajmniej tak słyszała. 
Jakoś po szóstej rano dziewczyny zaczęły się budzić i szykować, co ją jednak zdziwiło nie były zaskoczone tym że już dawno wstała. Po przeczytaniu jednej trzeciej książki musiała iść na śniadanie z klasą i spotkała znowu tego imbecyla.
-Jak tam noc?- Spytał się dociekliwie, jakby chciał pokazać wszystkim pierwszym klasą że jestem dziwką.
-Moja dobrze, a twoja?
-A co cię to?
-A co cię moja noc w takim razie?-Jak zwykle nie umieją się dogadać.
-Nie masz poczucia humoru, buuu.- Pokazał jej język.
-I kto to mówi, pies który skomle zamiast szczekać. Ups przepraszam zwierzęta są od ciebie mądrzejsze.
-Małpa.
-Świnia.
-Orangutan.
-Ej dość mam waszych ciągłych kłótni.- Wtrąciła się Dominika, ale kłótnia trwała dalej.
-Bęcwał.
-Idiotka.
-Głupek.
-Dość zostajecie we dwoje w hotel i nie chce słyszeć od recepcjonisty jak wrócimy że były jakieś kłótnie.
-Jakie kłótnie, jak zostaną sami to rozwalą cały hotel.-Wrzasnął ktoś z klasy C.
-Właśnie jak oni się wczoraj nie pozabijali jak byli sami.-Do krzyknął ktoś z klasy A.
-Dosyć.- Wtrąciła się Pani Profesor.-Jeden z Pedagogów zostanie z tą dwójką i dowie się o co chodzi, bo nie chce  słychać ich krzyków przez kolejne trzy lata.
Wszyscy wyruszyli na wycieczkę do Shimo, a oni musieli zostać razem i czekać na Pedagoga.