Translate

3 października 2015

Rozdział 2 Przed integracją

Rozdział 2 Przed integracją
Minęło jeden dzień od początku roku szkolnego, a dzięki  jakże wielkiemu szczęściu półgłówek nie pojawił się jeszcze w szkole, a jutro wyjeżdżają na wyjazd integracyjny. Dla Any znaczyło to przechlapane całe 4 dni w górach Tawach. Chociaż dzisiejszy dzień jest spokojny, to musiała niespodziewanie  wpaść na dyrektorkę.
-Dzień dobry Ano, czy mogłabyś zanieść notatki Marcelowi, podobno znaliście się wcześniej?-Matsuo  patrzyła się przygłupio na babkę grubo po pięćdziesiątce i zamiast odmówić zgodziła się no pomoc, której normalnie by nie udzieliła.
-Tak, zaniosę mu notatki on chyba mieszka tu nie daleko.- Skłamała na całej linii.
-Bardzo ci dziękuje.- Po tych słowach dała Anie notatki i zniknęła w mgnieniu oka.
Szafirowo oka po prostu ma pecha i tyle, a na dodatek nie była ani razu w jego domu i nie wie gdzie on w ogóle mieszka.
Po skończeniu ostatniej lekcji, udało jej się  złapać Wojtka najlepszego przyjaciela Marcela i poprosiła go, aby podał  jej jego adres. Później udała się do mieszkania tego matołka.
Dom ciołka okazał się być ogromną dwupiętrową willą w centrum ogromnego miasta Chesu, na co stać tylko najbogatszych, zadzwoniła więc domofonem przy bramie wejściowej i po krótkiej chwili odezwała się schorowany głos w słuchawce.
-Kto tam?
-Tu Ana, dyrektorka poprosiłam mnie, abym przyniosła ci notatki z dzisiaj, więc mnie wpuść i za chwile mnie nie ma.
-Wchodź Matsuo.
Otworzyła furtkę i powoli kierowała się do drzwi wejściowych, które były oddalone o jakieś pięćdziesiąt metrów od bramy, a ścieżka którą szła ozdobiona była przeróżnymi kwiatami, zaczynając od tulipanów, aż po piękne czerwone róże.  Gdy stanęła przed  wielkimi drzwiami, dopiero zauważyła jak bardzo wielki jest jego dom i nim się spostrzegła w drzwiach  stał już Marcel, który wyglądał jak siedem nieszczęść, miał ogromne wory pod oczami i bladą skórę, przy której jego ciemne włosy strasznie rzucały się w oczy. On jednak mimo choroby stał w tych drzwiach opatulony niebieską pościelą.
-Jesteś sam?- Spytała z ciekawości.
-Tak, moi rodzice pracują do późna i wcześnie rano wychodzą.- Zaczął kaszleć.-A po za tym co cię to?
-Nie ważne nie potrzebnie pytałam. A zmieniając temat wracaj do łóżka, bo jutro jest wyjazd integracyjny.
-Chyba sobie odpuszczę.
-Nie żeby mnie to interesowało, ale musisz pojechać i przestać wymyślać jakieś głupie wymówki jak w gimbazie, a wracając do rozmowy o zdrowiu brałeś jakieś leki?
-Brałem leki, ale to nic nie daje.
-Dawałoby gdybyś leżał i odpoczywał, a nie zajmował się wszystkim innym. Wracaj do łóżka i to już, przygotuje ci coś do jedzenia, a ty przejrzyj notatki.- Czemu ona to robi dla tego imbecyla, chyba sama nie ma pojęcia.
Widać było że gorączka wzięła nad nim górę, bo poszedł od razu, gdy go o to  poprosiła”. Ana weszła do kuchni urządzanej w nowoczesnym stylu, która była naprzeciwko salonu i zaczęła gotować dla niego omlet z szynką, pomidorem i kilkoma innymi dodatkami, gdy omlet był już prawie gotowy, poszła sprawdzić czy Marcel śpi i ku jej zdziwieniu, okazało się że jej przypuszczenia były prawdziwe, bo spała jak suseł. Wróciła więc do kuchni i odłożyła patelnie na bok, by mogła później odgrzać omlet, a sama usiadła na sofie w salonie, w którym był ogromny telewizor i masa różnorodnych książek, które Marcel mógł przeczytać, rozejrzał się i spostrzegła kilka książek, które ciołek czytał w gimbazie miedzy innymi „Hobbita”, „Wiedźmina” i „Zwiadowcę”. Przeglądała te książki i dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że to co mówił Marcel w szkole że w sześć lat przeczytał z pięćset książek mogło być prawdą, jednak zamiast rozpamiętywać stare czasy zaczęła odrabiać lekcje, które zadali jej dziś nauczyciele, z większością przedmiotów poradziła sobie szybko, ale nie rozumiała kilku zadani z matmy, które zostawiał na później.
Po jakiś dwóch godzinach odrabiania lekcji, postanowiła zanieść mu omlet do pokoju na drugim piętrze, co spowodowało że musiała go obudzić.
-Kagahai, obudzi się musisz coś zjeść i dalej odpoczywać, a ja muszę już spadać, bo jest trochę późno, a nadal nie spakowała się na integracyjny.
Powoli wstał i zaczął jeść ten omlet w żółwim tempem, jak małe dziecko, które nie umie używać sztućców. No trudno, na to się nie pisała, ale jak mus to mus.
-Daj zrobię to szybciej.- Wzięła od niego talerz i zaczęła go karmić, gdy prawie zjadł całe, podała mu leki.-Weź leki i popij je gorącą herbatą. A ja w tym czasie pozmywam naczynia.
-Czekaj, a gdzie są moje notatki.
-Leżą na stoliku do kawy w salonie, bo tam je położyłeś. A co?
-Podasz mi je.
-Tak zaraz ci je przyniosę.
Poszła najpierw do kuchni umyć naczynia, a później poszła do salonu i zabrała notatki. Szkoda że zmarnowała u niego tyle czasu, bo  już jest po dwudziestej-trzeciej, a i tak w szkole siedziała do szesnastej.
-Proszę bardzo.
-A poprawisz mi poduszkę?
-Tak, proszę.
Powoli zaczyna ją to nudzić i oczy zamykają jej się  ze zmęczenia, mimo że zbytnio nic nie robiła.
-Zostań u mnie na noc.
-CO!? Nie mogę i nie chce.
-Proszę, moi rodzice nie wrócę do domu, a moja siostra jest u swojego głupiego chłopaka. A ja nie chce siedzieć sam w tym wielkim domu.- Mówił błagalnym tonem.
-Dobra, ale pod warunkiem że nie będziesz mnie wkurzał przez cały rok szkolny.
-Zgoda, pokój gościnny jest naprzeciwko mojego.
Poszła do pokoju gościnnego i zadzwoniła do taty że nie wrócę na noc, chociaż go to zbytnio nie interesowało.  Coś ją jednak naszło żebym wróciła do jego pokoju.
-Mój tata się zgodził.
-Na co??-Zapytał tak dziwnym głosem, że nawet trup by się przeraził.
Podeszła do niego wtedy, już prawie zasypiała i powoli odpływała, w świat zapomnienia, a jej ciało odmawiało  powoli posłuszeństwa.
-Zimno mi.
-Zaraz dam ci koc, a gdzie leży?
Chciała przynieść mu tylko koc, ale nie była u siebie, a on nie chciał jej odpowiedzieć, więc nie wiadomo czemu złapał ją za rękę i chyba uznał że jest kocem, bo wtulił się w nią tak mocno że nie mogła się wydostać i tak właśnie zasnęła w jego cholernie mocnym uścisku, a winą tego wszystkiego było „tylko i wyłącznie" jej zmęczenie. A przynajmniej tak się jej wydawało.