Translate

17 października 2015

Rozdział 4 Seria niespodziewanych zdarzeń

Rozdział 4 Seria niespodziewanych zdarzeń 
Ana wstała z dziewczynami z samego rana, a chłopcy niestety zaspali na zbiórkę i trzeba było na nich czekać, ale gdy wszyscy byli już obecni wyruszyli w góry Tawach. W pewnej chwili nauczycielka stwierdziła że skoro wszyscy się dobrze wczoraj bawili to dziś wejdziemy na najwyższą górę Ozora i będziemy trzymać się za kare za ręce w swoich parach, a ponieważ Jacek wolał grać niż przebywać z klasą, to Matsuo miał przesrane i musiała chodzić z Marcelem za rękę. Ruszyli więc zdobyć najwyższy dwutysięcznik.
-Wiesz jeśli chodzi o wczorajszą i przedwczorajszą sytuacje.
-Możemy o tym nie gadać, w końcu to ty mi się wpakowałaś do łóżka, a wczorajsza sytuacja była związana tylko i wyłącznie z grą w butelkę.
-Idiota w życiu bym nie wlazła facetowi do łóżka, a w szczególności do twojego.
-Aha.-Zadziornie mrugnął okiem i uśmiechnął się ironicznie.-Niech to co się zdarzyło.-Zrobił dramatyczną przerwę.-Zostanie w moim telefonie.
-Co?? Zrobiłeś mi zdjęcie?-Wyprowadził ją z równowagi- Usuń to zdjęcie, bo normalnie cię zabije.
-Obiecujesz mi to już trzy lata, a jeszcze jakoś żyje.
-Daj mi swój telefon!!!
-Nie ma mowy, no chyba że chodzi ci o mój numer, ale akurat tobie nie zamierzam go podawać.
-Na co mi twój numer? Ty debilu! Wiedz że jeśli wykorzystasz to zdjęcie do złych celów to twoje życie będzie na krawędzi, bo ja również mam pewne twoje zdjęcie.
-Aha, ciekawe jakie?
-To zależy od ciebie czy je wykorzystam.-I tak zakończyła się ich rozmowa, która umilkła na parę godzin wchodzenia na Ozore.
Gdy zatrzymali się na chwile przerwy w jakiejś górskiej chacie, nauczycielka postanowiła że zdejmuje nakaz trzymania się za ręce, ale mają trzymać się w grupach i nie stwarzać problemów. Ta informacja naprawdę ucieszyła Ane.
-Dominika byłaś już kiedyś w górach Tawach?
-Tak nie raz, a czemu pytasz?
-Bo ona jest idiotką!- Stwierdził ciołek.
-Marcelusiu.- Powiedziała przesłodzonym głosem, by zadać ostateczny cios.-Spadaj!!!
-Anetko.-Przez zmienienie jej  imienia doprowadził ją do szału.-Zamknij się!!!
-Hola, hola mamy tu stare małżeństwo.- Skrytykowała Dominika.-Chodziliście ze sobą wcześniej?
-Co!-Wykrzyczeli razem.- Wolałbym/Wolałabym się powieści.-Cały czas mówili jednocześnie.-Nie papuguj!
-Ej dzieciaki co wy za szopkę tu odstawiacie, a zresztą nie ważne  za kare dalej musicie trzymać się za ręce tak jak wcześniej, a wasza dwójka żeby dać dobry przykład innym idą jako pierwsza para.- Wrzasnęła na nich Pani Profesor z innej klasy.
-No nie znowu.- Znowu gadali jak roboty zaprogramowane na mówienie jednoczesne i z podobnym entuzjazmem.
-Niech Pani nie będzie dla nich taka surowa to dopiero pierwszaki.-Wtrąciła swoje trzy grosze Dominika.
-No niech będzie staniecie na końcu, ale nie chce słyszeć na początku waszych awantur.
-Tak prze Pani.-I po dyskusji.
Ruszyli po zjedzeniu drugie śniadanie. Droga nie miał końca, gdy nagle rozwiązał się Anie but i zatrzymała się z Marcela, aby go zawiązać. Trzęsły jej się strasznie ręce, bo chciała szybko zawiązać tego cholernego buta i dołączyć do grupy, ale przez to sznurówki wypadały jej z rąk.
-Serio nie możesz zawiązać tego buta.
-Chyba chce to zrobić za szybko i mi ucieka.
-Daj.-Szybko zawiązał buta jej prawej nogi.
-Dzięki.
Popatrzyła na około i cała klasa jakby rozpłynęła się w powietrzu, a ona została sama z tym czymś, zupełnie sama.
-Pamiętasz jakim szliśmy szlakiem?
-Nie, nie pamiętam.
-Super dlaczego musiałam tu utknąć akurat z tobą.
-Nie martw się ja też nie jestem z tego zadowolony i tak na przyszłość wiąż buty na dwa razy, to ci się nie rozwiążą.
-No dobra, nie ważne. Wykaż się teraz swoją mądrością z geo.-(Marcel naprawdę jest dobry ze wszystkich przedmiotów ścisłych.)
-Aby wrócić do ośrodka możemy albo zawrócić, albo iść dalej , którą wybierasz.
-Sądzę że lepiej jest dogonić klasę.
-Więc idziemy do przodu.
-Dobra ruszajmy.
-Wiesz że nie musimy trzymać się już za ręce.
-Przymknij się i tak już się zgubiliśmy, a to jest najmniejszy nasz problem.
 -A czyli to ci nie przeszkadza.
-W obecnej sytuacji, nie.
Skręcili później w lewą ścieżkę, która prowadziła chyba na sam szczyt góry. Szli w zupełnej ciszy, cały czas czarnym szlakiem, on chyba był tym niebezpiecznym szlakiem o którym mówiła nauczycielka.
-Ej czy Profesorka nie mówiła żeby nie iść tym szlakiem.
-Nie mam pojęcia nie słucham co gadają stare przemądrzałe jędze.
-Aha fajne podejście.
-Przymknij się.
-To ty się przymknij.
-To przecież twoja wina że odłączyliśmy się od grupy.
-W takim razie po co na mnie czekałeś?
-Bo nie chciałem mieć przesrane u nauczycielki po niecałych trzech dniach znajomości.
-Dobra nie ważne. Jesteś pewien że powinniśmy tędy iść?
-Tak dojdziemy do mostu z wodospadem przy którym powinniśmy spotkać resztę grupy.
-No to przyśpieszmy.
Po dłuższej wędrówce dotarli do cudnego mostu z wodospadem. Woda płynęła rześkim szybkim strumieniem, a most zbudowany z drzewa sosnowego wydzielał przepiękny aromat lasu iglastego, a do tego słońce padające prosto na nich i tworzące nad wodą mieniącą się kolorami tęcze. A z lasy dochodziły przepiękne serenady wyśpiewywane przez ptaki.
-Wow, jaki ten most wspaniały.
-No taki urok dzikiej natury, no może oprócz tego mostu.
-Dobra, a wracając do tematy, gdzie jest reszta.
-Dobre pytanie.
-Co przecież powiedziałeś że tutaj łączą się szlaki i że tu ich spotkamy.
-Oni już dawno są w ośrodku.
-Skąd to wiesz.
-Bo poszli drugim szlakiem.  
-Czyli wyprowadziłeś nas w pole. Super.
-Może tak, a może nie przecież to ty wybierałaś drogi.
-No tak ale…
-Nie przejmuj się i tak nas tu nie znajdą, bo nie ma tu zasięgu.
-Czemu mnie wcześniej o tym nie poinformowałeś.
-Pomyśl chwile.
-Chciałeś mnie wkurzyć, tak.
-Trafiony zatopiony.
-To co teraz robimy.
-Czekamy?
-To może zająć wieki.
-Mnie tam się nie spiesz tu jest taki piękny widok.
Przez tego imbecyla zostali na tym moście i oglądali powoli zachodzące słońce za horyzontem, który przybrał słodko pomarańczowo-różowy odcień, a potem przyglądali się gwiazdą wchodzących na ciemne niebo, Ana zrobiła kilka zdjęci swoim Rinku tak na pamiątkę tego niefartownego przypadku.
-Wiesz nawet się cieszę że się oddzieliliśmy.
-Tak a to czemu przecież mnie nie znosisz.-Dostał od niej kuksańca.
-Nigdy nie zrobiłabym zdjęć takiemu zachodzącemu słońcu.
-A myślałem że już ci się w głowie poprzewracał i cieszysz się z mojej obecności.-Już chciał mu przywalić drugi raz, lecz on zatrzymał cios.
-To nie myśl aż tak dużo, bo ci nie wychodzi, a teraz wstawaj musimy wrócić, bo już jest późno i będą się o nas martwić.
Marcel trzymając Ane za rękę, wyprowadził ją z rejonów gór Tawach i zaprowadził do hotelu czterogwiazdkowego. Całą klasa rzuciła się na nich, bo z zamartwienia to niektórzy nawet płakali.