Translate

7 lutego 2016

Rozdział 21 Początek skutków ubocznych

Rozdział 21 Początek skutków ubocznych
-Czy jesteś w stanie zrozumieć swoje postępowanie!?- Wrzeszczał rozzłoszczony Apollin, ukrywając się na korytarzy przed falą rażącego światła.
-Nie wiem co się stało!- Odpowiedział mu z przestrachem Angelo, a on ruszył w stronę pokoju, kiedy fala na chwile ustąpiła. Widział leżącą Ane miotającą się po podłodze.- Ana! Ana!!!- Podszedł do niej, a ona na chwile uchyliła powiekę szepcząc:
-,,Przeprasz..."- Zanim zdążył wziąć ją na ręce jej ciałem na chwile owładną blask i na jej pięknych brązowych włosach pojawiły się białe pasma, po czym zemdlała.
             Kościelne drzwi, bicie dzwonów i czarna suknia siostry zakonnej w którą była ubrana, głosy modlitw i śpiewu kościelnego. Ana zrozumiał że znalazła się w swoich jeszcze wcześniejszych wspomnieniach. 
-Młody człowieku tu jest Kościół!- Słyszała z oddali głos starszej zakonnicy, zwracającej uwagę młodemu mężczyźnie, który dość często do niego przychodził, ale raczej nie po to by się modlić.- Mówiłam ci już wiele razy, zakonnica nie może wyjść za mąż!- Ana powoli podeszłą do drzwi i przesłuchiwała się dalszemu ciągowi rozmowy.
-Ależ dlaczego?
-BO ŚLUBOWAŁA CZYSTOŚĆ I ODDANIE BOGU!
-To dlaczego księża mogą mieć rodzinę, a zakonnice nie?
-BO WTEDY NIE BYŁABY ZAKONNICĄ!- Ana powoli uchyliła drzwi chcąc zobaczyć młodzieńca, okazał się być przystojnym mężczyzną mającym dwadzieścia lat, był to szlachcic z pobliskiego zamku, oraz księciem tego kraju. Wysoki brunet, o brązowych oczach, który zakochał się w niewłaściwej osobie, a tą niewłaściwszą osobą okazała się Ana.- A oprócz tego twój ojciec by się na takie coś nie zgodził.- Mówiła już poważnie, kręcąc głową.
-Nie obchodzi mnie wola ojca!
-A powinna!- Rozzłoszczony mężczyzna ruszył w stronę drzwi przy których stała Ana i skończyło się to spotkaniem trzeciego stopnia.
-Anabella!-Uścisnął ją mocno, a jego brunatne włosy pachniały jaśminem.
-ODSUŃ SIĘ OD TEJ GRZESZNICY!
-NIE!-To były ostatnie słowa, jakie wydobyły się z jego ust , bo zakonnica bez dłuższego zawahania spaliła go na popiół.
-Andersonie!- Złości wywołana stratą pierwszej miłość w jej dotychczasowym życiu, zniszczyło jej opanowanie i cały kościół zajął się płomieniami, a wampirzyca panująca nad ogniem, jak i  część rodu, jednego z jej najstarszych sprzymierzeńców, została zniszczona.
             Leżąc przed palącym się kościołem, Ana trochę ochłonęła, wylewając łzy na bruk z kamieni.
-Jeśli dalej będziesz tak lekkomyślna, to przegrasz tą wojnę.- Powiedziała osoba ubraną na czarno, którą Ana widziała przez pryzmat łez i łkań.
-A co ty możesz o tym wiedzieć.- Podszedł do niej i złapał ją za podbródek.
-Więcej niż ci się może wydawać Anabello.-Prychnął.- Jakoś to imię do ciebie nie pasuje, tak samo jak strój zakonnicy.- Ana powoli usiadła, ocierając oczy.
-Może i nie, ale Andersonowi...
-Nie becz.- Mówił patrząc się na kościół.- Za dużo już szkód na robiłaś.
-I teraz nie mam dokąd iść.- Mężczyzna popatrzył się na nią z ironicznym uśmiechem.
-Jeśli nie masz dokąd iść to morzesz iść ze mną.- Obraz się rozmył i pojawiła się kobieta w bieli, która śmiała się jej prosto w twarz, po czym zniknęła. Ana wyrwała się z tego dziwnego stanu i wróciła do rzeczywistości.
-Ana myśleliśmy że już się nie obudzisz.- Mówił Apollin, kiedy Ana zerwała się z łóżka, ciężko dysząc i byłą cała spocona.
-Co się stało z moimi włosami!- Krzyknęła z przerażenia.
-Prawdopodobnie przez powrót twoich wspomnieni, twoja moc chwilowo się przebudziła.
-Kim byłą ta dziewczyna w bieli!
-Jaka dziewczyna?-Patrzył się na nią zaciekawionym wzrokiem.
-Nie istotne.- Wzięła głębszy wdech.- Jak to jest możliwe że wróciły mi wspomnienia?-Pytała już spokojnym głosem.
-Jest to dla nas taką samą zagadko.- Jego wzrok błądził za Angelo.- Ale możesz podziękować temu idiocie, bo dzięki niemu masz trochę szersze pole manewru.
-Nie wiem czy to jest dobre.- Patrzyła spokojnie, wyciągając przed siebie dłoni, w której zalśniła lodowa szpada.
-Nie możliwe powróciła ci moc panowania nad lodem.- Apollin zrobił wielkie oczy.
-Jak mam się tego pozbyć?-Patrzyła na rękę w której trzymała lodową szpadę. Wstała próbując wyrzucić ją z rąk, lecz zamiast wypuścić ją z rąk z szpady zaczęły strzelać odłamki lodu, które niszczyły już zniszczony przez ogień pokój.- Idź po Marcela!!!- Krzyczała Ana w strachu, a jej moc ognia zaczęła łączyć się  w straszną mieszaninę z mocą lodu. Apollin i Angelo szybko zniknęli, a Ana zrobiła ogromną dziurę w ścianie.
             Ana próbując nie robić żadnych gwałtownych ruchów, skuliła się przy łóżku, zalana łzami i poczuciem strachu, które nie chciało jej opuścić.
-Znowu płaczesz, tak jak wtedy kiedy się poznaliśmy.- Mężczyzna stworzył krąg ograniczający moce Any.
-Nie rozumiem, czemu to akurat pamiętam.- Kuliła się, nie podnosząc wzroku.
-To są twoje wspomnienia, a twoje włosy wyglądają beznadziejnie.
-Wtedy powiedziałeś coś podobnego, Marcelu.- Podniosła wzrok, a on już był przy niej tuląc się do niej.
-Nie rób mi tego nigdy więcej, bo ci nie wybaczę.
-Dobrze, ale wiesz jesteśmy wrogami.- Chlipała cicho.
-Nadal nie znasz całej prawdy i na razie otrzymałaś zbyt dużą dawkę niekompletnych informacji.- Mówił biorąc ją w swoje silne ramiona i przeczesując delikatnie jej włosy.-Tęskniłem za tobą cały tydzień.- Szepnął jej do ucha.
-Nie mów takich rzeczy, w takiej sytuacji!- Delikatnie pocałował ją w czoło i przeniósł do swojego mieszkania.
-Wolisz spać ze mną czy w osobnym pokoju?- Ana zrobiła się cała czerwona jak burak, słysząc to pytanie.
-Nie ma mowy, śpię w innym pokoju!- Zaczęła się szarpać w jego ramionach.
-W końcu powróciłaś do normy.- Uśmiechnął się szyderczo.
-Jeszcze tego pożałujesz!- Próbowała mu zagrozić, lecz takie groźby już na niego nie działały. 
             Marcel położył Ane spać w pokoju gościnnym, patrząc na nią dopóki nie zasnęła, po czym powrócił do pałacyku, z którego dłuższą chwile temu wrócił.
-No dobra, teraz czekam na wyjaśnienia.- Jego głos brzmiał strasznie, a jego wzrok zabijał jednym spojrzeniem.
-Musiałem dotrzymać starej obietnicy.-Próbował się tłumaczyć Apollin, unikając jego wzroku.
-Później podasz mi szczegół Apollinie, bo niestety Wojtek cię szuka.- Machnął rekom, a Apollin wykorzystując okazje zniknął.- A ty gnoju!? Myślałem że wąchasz kwiatki od spodu.- Spojrzał na Angela z pogardą.
-Przykro mi że się zawiodłeś i tym razem.
-Twój ród miał być moim asem w rękawie, ale gdy miało dojść do ostatecznego starcia, zostaliście wybić przez garstkę z rodu ognia, zanim zdążyliście cokolwiek dla mnie zrobić.- Patrzył na niego jak na ostatnią gnidę.
-Tak zarządziła głowa mojego rodu, to nie była moja decyzja.- Założył ręce jakby miał już dość tej bezsensownej gadaniny.
-A teraz co tak właściwie robisz?
-Przysięgałem Anie, że do końca swoich dni będę jej strzegł.
-Możesz sobie darować tę paplaninę.- Prychnął oburzony jego zachowaniem. 
-A co planujesz mnie zabić?
-Chciałbym, ale ponieważ jesteś ostatnim to muszę cię utrzymać przy życiu. Ale wiec jedno jeśli kiedyś spotkam cię z Aną, to będzie twój koniec, ty marny pionku.- Angelo po tych słowach zniknął i słuch po nim zaginął, za to Marcel ruszył na poszukiwanie Lucy i Greya Shimakori, bliźniaczych wampirów posługującymi się mocą lodu.