Translate

13 lutego 2016

Rozdział 22 Coś jest nie tak

Przedwczesne życzenia, bo walentynki są jutro, no ale i tak życzę wam radosnych walentynek. ;)
Rozdział 22 Coś jest nie tak
             Ana poczuła na sobie ciężar czyjejś dłoni, a gdy otworzyła oczy widziała znajomy pokój a dłoni, która ją przygniatała należała do Marcela, który leżał tuż obok niej w łóżku. Jego spokojny wyraz twarzy wywołał u Any radosny uśmiech i delikatnie przeczesała jego włosy, gdy się obudził.
-Myślałam że śpisz.- Mówiła Ana szeptem z delikatnymi rumieńcami na twarzy, które wyskoczyły jej z zawstydzenia. 
-Nic się nie stało, to ja pomyliłem pokoje.- Uśmiechnął się do niej przygłupio, a Ana dopiero teraz zaczęła kojarzyć fakty i zrzuciła go z łóżka, tak szybko że trzasnął o podłogę.
-Nic ci nie jest? 
-To i tak mała kara.- Zaśmiał się dość głośno.-Kiedyś udało ci się mnie zamrozić, przez tydzień miałem katar.-Ana usiadła na kancie łóżka wsłuchując się w jego historie.-Co?
-Nic, zastanawiam się czy znałeś mnie nim ja cię poznałam? 
-Szczerze to nie wiem.- Mówił zamyślony, siedząc na podłodze.- Prawdą jest jednak że zostałem przydzielony żeby cię śledzić, gdyż oboje urodziliśmy się czystej krwi, ale pierwsze nasze spotkanie twarzą w twarz...
-Wydarzyło się przed płonącym kościołem.- Dokończyła Ana.
-Tak, kiedy spłonęła twoja pierwsza miłość, jak on miał ... Andersen.- Spojrzał na nią oczekując jakiejś reakcji, ale nic takiego nie nastało.
-No, a czy...?
-Tak zniszczyłaś dużą części wampirów ognia w tym głowę rodziny.
-Czym się różni głowa rodziny od zwykłego wampira?
-Zwykły wampir posiada tylko jedną określoną moc i moce uniwersalne, a głowy rodu są czystej krwi i potrafią panować nad wszystkimi mocami tak jak ja czy ty.
-A o co chodzi z Apollinem i Bachusem?
-Są to starzy przywódcy, którzy wyspecjalizowali się w danych mocach i przez starożytnych ludzi uważani byli za bogów. Ale takie zawężenie swoich mocy nie wyszło im na dobre i nowe pokolenie szybko się ich pozbyli.
-I został tylko Apollin i Bachus?
-Tak, ale to teraz nie istotne, bo już przybyli twoi nauczyciele.
-Czemu ty nim nie możesz być?
-Bo oni lepiej się na tym znają.- Wziął ją na ręce jak najdroższy skarb i zaprowadził ją do pokoju w którym już czekali Lucy i Grey Shimakori.
-Jaki brak wychowania, ściągasz nas z drugiego końca świata, żebyśmy na ciebie musieli czekać.- Skarżyła się niska czarnowłosa dziewczynka ubrana w różowy strój kąpielowy.
-Lucy nie wydziwiaj.- Mówił jej brat bliźniak, który też miał na sobie kąpielówki.
-Przykro mi że przerwałem wam wakacje na lodowej plaży Koriki, ale sprawa była bardzo pilna.- Dopiero teraz zwrócili uwagę na Anę.
-Nie możliwe.- Patrzyli się na nią z niedowierzaniem.- Złamałeś część rytuału zapomnienia.
-Przepraszam, ale nie rozumiem?- Podszedł do niej Grey, który powoli przeczesał jej włosy i westchnął.
-Jakie moce ci wróciły?
-Umie posługiwać się ogniem, a moc która powróciła to moc lodu, dlatego was wezwałem.-Mówił opierając się o framugę drzwi, jakby to nie było oczywiste.- A przez to przebudzenie...
-Połączyły jej się moce nad którymi nie umie zapanować, czyż nie?
-Dokładnie.- Ana stała i przysłuchiwała się rozmowie, ale coś ją ruszyło by zadać pytanie.
-Czy tą szpadą nie zabiłam prawie ojca?- W jej ręku zjawiła się lodowa szpada, a  Marcel zrozumiał że jego pomoc z nakładaniem kręgu blokującego jej moce nie na wiele się zdała.
-Tak sam nauczyłem cię robić tą szpadę, żebyś panowała nad swoją mocą, by móc używać innych.-Mówił Grey.
-Tylko ostatniej nocy rozwaliła swój dom, brawo.- Prychnęła Lucy.- Mogę sobie iść on sam sobie poradzi.
-Jak myślisz dlaczego sprowadziłam was oboje.- Marcel spojrzał na nią złowieszczym wzrokiem i Lucy już nic nie mówiła.
             Grey zaczął tłumaczyć Anie podstawy panowania nad mocą lodu, a były to te same dyrdymały o których mówiła Katty Watari wampirzyca posługująca się mocą ognia. Po usypiającym wykładzie  przeszli do sedna, czyli zamrożenie poruszającego się celu, którym okazała się Lucy. Ganiała po całym domu, a Ana za chiny ludowe nie była w stanie jej trafić, przez co dom Marcela wyglądał teraz jak lodowisko.
-Łoł, twoja moc jest większa niż przypuszczałem.- Mówił Marcel.
-Nie wiem czy mam dziękować czy zacząć płakać.-Mówiła uśmiechając się blado.
-Dziękować to ja ci będę jak mnie trafisz, a na razie jesteś beznadziejna.- Wtrąciła swoje trzy grosze Lucy.
-Weźcie się w garść, nie mamy dużo czasu.- Próbowała na wołać ich do porządku.
-Boże za jakie grzechy!- Ana zamachnęła się trochę mocniej zamieniając Lucy w lodową rzeźbę.
-Łoł siora nawet ci to pasuje!- Śmiał się Grey.- Wielkie dzięki Ana mam ją z głowy.- Uśmiechnął się do niej a ona nagle sunęła się na podłogę i zalśniła. Marcel szybko złapał Greya i lodową rzeźbę i schowali się przed blaskiem.
-To nie możliwe!
             Przed Aną stanęła biała postać, o szkarłatnych oczach, lecz dopiero teraz zaczynała widzieć rysy jej twarzy, to była ona, ale inna, ta nieznana.
-Uciekaj.- Szepnęła i się rozpłynęła, a Ana uciekała, goniła ją grupa wampirów, próbowała zagrodzić im drogę lecz wampiry ognia nie pozwalały na zatrzymanie pogoni, ale dziwna myśl zaświtało jej w głowie no bo skoro wampiry ognia są po jej stronie to dlaczego jej nie pomagają.
-Co wy wyprawiacie!- Krzyknęła jakaś kobieta w oddali, na twarzy mając maskę i lewitująca w powietrzu.- Chce ją mieć, do mojej kolekcji nieudaczników losu.- Zaśmiała się złowieszczo, a Ana używała mocy zwinności, by szybciej i bez przeszkód uciekać za pogonią, kiedy nagle ktoś wyskoczył jej przed twarzą.
-A dokąd to się wybieramy.- Mężczyzna zatrzymał Ane w magicznym kręgu, który zdążył stworzyć, lecz nie utrzymał jej na długo, złamała rzucony czar i ruszyła dalej próbując ukryć się we mgle.
-A niech to, znowu udało się jej uciec, mamy za mało zdolnych wampirów.- Machała ręką kobieta która unosiła się w powietrzu.- Hermesonie, ukradnij mi jakiegoś wampira czystej krwi!
-Ależ Afrodyto, nikt z nowego pokolenia nie zgodzi się nam pomoc.- Mówił kręcąc głową.- Ona jest zbyt silna.
-Ależ ona jest tylko pionkiem.?- Zaczęła się śmiać.
-Nawet zwykły pionek może stać się hetmanem, a ona i Marcelon są zbyt silni.
-W ich miłości brakuje mi dramatu i nie pozwolę na ich happy end.- Obraz się rozmazał i Ana obudziła się za kratami patrząc na Afrodytę.
-Zaczyna się robić ciekawie.- Mówiła z nutką sarkazmu Afrodyta.- Jeśli zginie próbując cię uratować to co ty poczniesz.
-Nie musisz się tym martwić on nie przyjdzie.-Obraz na chwile się rozmazał a potem przed jej oczami w tej samej celi trzymał ją Marcel w ramionach, wylewając łzy.
-Co ty wyprawiasz, nie możesz po jednej kłótni dać się tak łatwo złapać Afrodycie.- Nie wypuszczał jej z objęć.- Mogła cie doszczętnie zniszczyć manipulując twoimi uczuciami.- Ściskał ją najmocniej jak potrafił mimo że poznali się nie dawno przed palącym się kościołem.
-Wiesz że my też możemy manipulować czyimiś uczuciami?
-Nie mów takich rzeczy.-Ściskał ją, nie chcąc by odeszła.- Nigdy bym czegoś takiego nie zrobił.