Translate

23 stycznia 2016

Rozdział 19 Tajemnica, tajemnice pogania

Chciałam was z góry przepości za to, że w poprzednim tygodniu nie wstawiłam rozdziału, gdyż  nie miałam dostępu do komputera. 
Rozdział 19 Tajemnica, tajemnice pogania 
            Ana po wybudzeniu się następnego dnia i końcu działania narkotyków, zauważyła nad swoją twarzą starszego mężczyznę, który był szefem tej całej zgrai i jej kłopotów.
-Królewna już wstał, z tego co widzę narkotyki przestały już chyba działać.- Uśmiechał się do niej promiennie, a ona myślała tylko żeby się na niego rzucić.
-Kim ty do cholery jesteś!
-Apollonin, ocaliłaś mnie kiedyś przed śmiercią.
-Czy ja wszystkich tylko ratowałam, z chęciom bym was wszystkich zabiła!!!
-Takie słowa idealnie pasują do tych słodkich ust.-Cicho się zaśmiał.
-Po co ta cała szopka!
-Szkoda że nie pamiętasz wcześniejszej siebie, no ale cóż czas zacząć lekcje.
-Phy, jeszcze czego, masz mnie stąd wypuścić!
-Jak zwykle rozwydrzona.- Siedział na kancie łóżka i rozpamiętywał stare czasy.- Ah jak zabawnie było cię wychowywać, no ale koniec tych wspominek ubieraj się.
-Chyba szybciej by było gdybyś wyszedł.- Prychnęła Ana.
 -A no tak.-Rozpłynął się w powietrzu zostawiając ją samą.
-Co to wszystko mam znaczyć!- Mruknęła pod nosem i zwlokła się z łóżka tak szybko że prawie zwaliła sobie baldachim na głowę, jednak powolnym krokiem podeszła do ogromnej szafy, którą widziała już wcześniej. Otworzywszy szafę wypadły z niej ciuchy, które wsypały się na nią, Ana szybko wstała i zrzuciła z siebie wszystkie fatałachy, lecz to nie był jej najgorszy problem, gdyż wszystkie ubrania wyglądały, albo strasznie dziecinnie, albo wyciągnięte z sex shopu.- Czy ja trafiłam do jakiegoś burdelu!!!- Jej głos można było usłyszeć pewnie aż na księżycu, ale i tak nikt nie wyruszyłby jej na pomoc. Pogodziwszy się z faktem, starała się znaleźć ubranie, które jest w miarę przyzwoite i odpowiednie do jej wieku, a jedynymi takimi rzeczami okazała się krótka, czarna spódnica, która ledwie co zakrywała tyłek i luźna tunika odkrywająca ramiona i pokazująca cały brzuch, do tego jeszcze baleriny i cienkie, czarne skarpety sięgające trochę powyżej kolana. Patrząc na swój ubiór Ana mogła spokojnie stwierdzić że nie jedna dziwka w burdelu chciałaby tak wyglądać, jednak jej myśli rozmyły się tak szybko jak się pojawiły, bo w tonie ubrani zauważyła małą pozłacaną szkatułkę po którą od razu sięgnęła. Powoli uchyliła wieczko, a to co było w szkatułce tak ją przeraziło, że rzuciła nią o ścianę, a sam odsunęła się jak najdalej mogła.
-Nie powinno cię to już dziwić, my lady.- Nie wiadomo skąd, znowu pojawił się Angelo.
-Fi, już myślałam że to ten stary pryk.-Stał tylko nic nie mówiąc.-O co chodzi?
-Nie sądzisz że powinnaś się z tym pogodzić?
-Ph, nie mam pojęcia o czym mówisz?
-My lady, przed amnezją zapewniałaś mnie że prawdopodobnie tak się zachowasz po dowiedzeniu się prawdy o swojej matce.
-Nie chce z tobą o tym rozmawiać.- Warknęła, wiedząc że on cały czas ją obserwował.
-A powinnaś, jak ty to ujęłaś "Mówiąc o swojej przeszłości otwierasz się na teraźniejszość", czy jakoś tak.
-Piękne słowa, tylko w prawdziwym życiu tak to nie działa, a oprócz tego nic nie pamiętam.-Usiadła na łóżku trochę przybita i zdołowana możliwą wizją najbliższej przeszłości.
-Chcesz abym opowiedział o twoim wcześniejszym życiu i o matce?
-Jeśli byś mógł to wszystko oprócz tego drugiego.- Uśmiechnęła się do niego blado.
-A więc urodziłaś się w domu jednej z wielu rodzin rodowych, było to bardzo dawno.
-Błagam może opiszesz mi jeszcze kibel u mnie w domu, co?
-Ten sarkazm był nie na miejscu my lady.
-Proszę powiedz mi, dlaczego straciłam pamięć?
-Po długim trwaniu wojny Bachus ten twój ojciec, zauważył że w pewnym miejscu, do którego nie wiele osób miało dostęp  ukrywasz niektórych przedstawicieli zabitych rodów, które on uważał za doszczętnie zniszczone. Podjął się wiec próby ziszczania tego małego zameczku, lecz ty mu się sprzeciwiłaś, co wywalało w nim niewyobrażalny gniew i uznał że to wina twojej matki, że wciskała ci jakieś bzdury do łba.
-Miałeś o niej nie wspominać!-Anie powoli zaczynały spływać łzy.
-Dobra, to ominę szczegół.- Cicho westchnął.- Po jej śmierci twoja siostra zrozumiała chyba, że to twoja winna i nawet po śmierci jej i twojej najbliższej osoby nie zmieniłaś podejścia. W wyniku czego do tej pory chce cię pokonać, jednak to nie wszystko, bo przez większość czasu próbowała cię zabić, różnego rodzaju trutkami, grupowymi napadami i innymi sposobami. Nie przynosiło jej to żadnych rezultatów i wraz z ojcem przeszukali pewien stary zamek wampirów czytających w myślach.
-Nie ma jakiś krótszych nazw?
-Są, ale szkoda tracić czas na ich tłumaczenie.
-Już, już kapuje. 
-A wracając do tematu, to był ten zamek w którym się spotkaliśmy.- Przypomniał sobie o tym dopiero teraz.- Tak w ogóle, to co ci powiedziała Luna?
-Że muszę znaleźć jakieś dokumenty i tylko Marcel wiedział o co chodziło.- Wzruszyła ramionami.
-Ten dom to istny skarb tajemnic.-Stwierdzi Angelo i rozpłynął się w mgle, a Ana zaczęła już się do tego widoku przyzwyczaić.
-Ciekawe co miał na myśli?
-Widzę nie wyciągnęłaś żadnych wniosków z jego gadanin.- Pojawił się Appolin opierając się o ścianę. 
-Zjawił się Apollo z mitologi greckiej.- Prychnęła pod nosem.
-Aha aż szkoda słów no ale za chwile przybędzie twoja stara znajoma, więc przyjmij ją trochę cieplej.-Tak szybko jak się pojawił tak znikł a po chwili pojawiło się na jego miejscu mała ale  czerwono-rudawa dziewczyna.
-Ana!- Podbiegła do niej i mocną ją uściskała w geście ich starej przyjaźni.- Ten brąz naprawdę ci pasuje, chociaż biel była lepsza.- Zachichotała.- Aha zapomniałam ty mnie nie pamiętasz jestem Katty Watari i uważam cię za moją starszą siostrę, chociaż to ja jestem starsza.- Wyglądała i zachowywała się  jak mała Lolita, co trochę zaniepokoiło Ane ale jej charakter szybko ją do niej przekonał.
-Miło mi cię poznać, a mogę się spytać jakiego rodzaju wampirem jesteś?
-Proste i klarowne wampir ognia.- Uśmiechnęła się z wielką satysfakcją.
- Co chcesz mnie nauczyć ziania ogniem?
-Trafiony zatopiony.- Zachichotała jak mała dziewczynka.
-A tak w ogóle to jakiego rodzaju ja jestem wam...- Słowa nie chciały jej przejść przez gardło bo nadal nie zdawała sobie sprawy że ona też jest wampirem.
-Nie wysilaj się jesteś wampirem blasku, dla innych też nadziej i masz ciemną stronę mocy.
-Co to znaczy?
-Jesteś w stanie być wampirem nad wampirami, dlatego dziś nauczę cię używania ognia a później jak się pogodzisz z faktem bycia wampirem teleportacji.
-Chodzi o to rozpływanie się we mgle?
-Dokładnie.- Znowu się uśmiechnęła i zaczęła cicho chichotać.
-Co jest w tym takiego śmiesznego.
-Nic tylko nigdy w życiu nie sądziłam że to ja będę cie czegoś uczyć.
-Rzeczywiście bardzo zabawne.-Ana była trochę poirytowana zachowaniem Katt.
-Wiesz jak ci się teraz tak przyglądam to przypominasz mi Alexa Miyagi z mojej szkoły.
-Brawo za spostrzegawczości choć naprawdę nazywa się Alex Watari i jest moim młodszym bratem.
-To co on robił w mojej szkole skoro jest wampirem ognia, przecież Megan mogła mu zrobić krzywdę.
-Nie bój żaby Megan nie była w stanie rozpoznać Marcel wampira tak zwanej puszki Pandory.
-Czyli gdybym była z nim to?
-Nastał by albo istny chaos, albo zapanowałby pokój, lecz nikt nie dopuści do takiej sytuacji i na twoim miejscu nie wierzyłabym mu w ani jedne słowo.- Mówiła poważnym i dogłębnym głosem, patrząc się na nią cudnymi szarymi oczami przeszywając ją prawie na pół.
-Rozumiem.
-Nie musisz udawać, wiem że darzysz go szczerym uczuciem, ale powinnaś sprawdzić jego zamiary dlatego tu właśnie jestem.- Wyciągnęła z torby, której Ana wcześniej nie zauważyła kilka woskowych świec i usadowiła je na końcu korytarza.  
-Nie rozumiem.
-Nadejdzie czas że wszystko dla ciebie będzie jasne.- Uśmiechnęła się już normalnie.- No a teraz zapal świece.- Wskazała na ułożone w rzędzie świeczki.
-Jak to niby mam zrobić?
-O boże zapomniałam znowu że nic nie pamiętasz, a więc patrz.- Katty stanęła prosto wyciągając ręce przed siebie i jednym szybkim machnięciem ręki zapaliła i po chwili zgasiła wszystkie świece.- O właśnie tak.
-Że jak?- Ana spojrzała się na nią z pode łba.
-Stań spokojnie i się skup na celu!
-Już już!- Ana stanęła i wyciągnęła rękę przed siebie i zamiast zapalić świeczki podpaliła podłogę i tapetę.- Gaśnica gdzie jest gaśnica!- Katty jedynie westchnęła i zgasiła płomienie.
-I tak nie sądziłam że wyjdzie ci to za pierwszym razem, ale nie sądziłam że podpalisz wszystko dookoła.
-Przepraszam.- Katty wzięła Ane za uszy i ćwiczył przez cały dzień i noc aż nie udało jej się zapalić samych świeczek, co było sporym wyzwaniem.
            Ana już z jakąś umiejętnością od wampirzycy, zaczęła rozumieć że jej dotychczasowy świat już nie istnieje, jej matka została zamordowana przez ojca, który uczynił to przez nią, jej ukochany jest jej odwiecznym wrogiem, a ludzie ze szkoły to tylko podrzędne stworzenia, nic nie warte. A ona na cóż co mogła powiedzieć o sobie, prawie nic, bo nie była wstanie już zagłębiać się w świat, który nie chce jej zrozumieć, a czarne myśli jej nie opuszczały.
-Operacje na otwartym sercu są najgorsze, czyż nie?
-Skąd bierzesz te metafory, Angelo?
-Wiesz straciłem wszystko, ale ty byłaś w stanie znaleźć mi powód do życia, to było jak zastrzyk adrenalin tuż przed śmiercią.
-Co chcesz mi przez to powiedzieć?
-Napisz swoje życie piórem prosto z serca, tak mi powiedziałaś.
-Nie wiem co wtedy miałam na myśli.
-Dlatego teraz siedzisz podkulona i uważasz się za potwora.
-Gdybym mogła stąd wyjść, zaszyłabym się gdzieś gdzie nikt by mnie nie znalazł.
-Jesteś właśnie w takim miejscu i raczej nie znajdziesz innego. Ja dostałem się tu tylko dlatego że się do ciebie przyłączyłem i przeniosłem.- Zapadła dłuższa chwila cisz.- Wiesz że w tym pokoju najprawdopodobniej schowane są te dokumenty.- Powiedział trochę zamyślony.
-Nie wiem czy chce żeby wspomnienia wróciły.
-Każdy robi błędy, a potem ich żałuje, więc lepiej żałować że się coś zrobiło niż że się tego nie zrobiło.
-Dziękuje ci że chcesz wesprzeć mnie na duchu, ale mam za duży mętlik w głowie.- Angelo wzruszył ramionami i zniknął w tej czarnej mgle. A nad Aną zwyciężyła ciekawości odkrycia prawdy, choć przed chwilą miała sporo wątpliwości to teraz wywracała cały pokój do góry nogami w poszukiwaniu pliku dokumentów.